Gazeta Lubuska

Sowa spadła z drzewa. Uratowali ją strażacy (zdjęcia)

Przeglądaj również za pomocą strzałek na klawiaturze [1/5] Następne

Nietypową akcję mają za sobą strażacy ochotnicy z Lubniewic. Turyści zaalarmowali, że na ziemi leży mała sowa. Do przyjazdu strażaków trzeba było jej pilnować, bo w pobliżu już czaił się kot. Małą sowę pod drzewem w Parku Miłości zauważyli turyści. Zadzwonili na numer 112. Informacja dotarła też u urzędników. - Byliśmy akurat w pobliżu. Poszliśmy na miejsce, faktycznie na ziemi siedziała malutka sowa. Była grzeczna, widać, że przestraszona - mówi Katarzyna Szczepańska, wiceburmistrz Lubniewic. O sprawia zawiadomiono policję, ta sygnał przekazała do nadleśnictwa, a leśnicy po konsultacji z ornitologiem orzekli, że najlepiej będzie, jeśli sowę posadzi się na wysokiej gałęzi. Zdaniem ekspertów sowy, które w czasie nauki latania lądują na ziemi, nie są niczym niezwykłym. Niezbędna okazała się jednak pomoc strażaków. Na miejsce wezwano ochotników z Lubniewic. Sowę na gałęzi sadzano trzy razy. Za pierwszym znowu spadła na ziemię, później zeskoczyła na gałąź zbyt nisko nad ziemią, a za trzecim razem już zadomowiła się na drzewie na dobre. - Przez cały czas akcji z gałęzi wysoko w konarach sowę, leżącą na ziemi, nawoływała jej siostra lub brat - mówi K. Szczepańska. Urzędnicy lubniewickiego magistratu od czasu zgłoszenia do momentu przyjazdu strażaków musieli pilnować małej sowy, żeby nie dopadł jej żaden drapieżnik. Tym bardziej, że podejrzanie blisko spacerował kot, wyraźnie zainteresowany poruszeniem, panującym pod drzewem. Sowa natomiast momentami wydawała się już znudzona całym tym poruszeniem. Siedziała na ziemi, zamykała oczy, ewidentnie miała ochotę na małą drzemkę. Urzędnicy z Lubniewic sprawdzili: sowa dziś jest wciąż na drzewie, w towarzystwie swojego rodzeństwa. Zobacz też: Dzikie zwierzęta w ukrytej kamerze leśników. Zobaczcie niezwykłe zdjęcia

Polecamy