Mało się uśmiecham

    Tomasz Rusek

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    ROBERT SUROWIEC Ma 35 lat. Prowadzi prywatną firmę finansową. Mieszka w Kłodawie, choć zameldowany jest w Gorzowie u teściowej (zameldował się przed

    ROBERT SUROWIEC Ma 35 lat. Prowadzi prywatną firmę finansową. Mieszka w Kłodawie, choć zameldowany jest w Gorzowie u teściowej (zameldował się przed wyborami, żeby móc kandydować). Startował z okręgu nr 5 (głównie Górczyn, ale też kawałek Dolinek, szpital i Zakład Karny), dostał 735 głosów. Jeździ najlepszy autem spośród wszystkich radnych - terenowym volvo. ©fot. Paweł Siarkiewicz

    Rozmowa z ROBERTEM SUROWCEM z Platformy Obywatelskiej, przewodniczącym Rady Miasta
    ROBERT SUROWIEC Ma 35 lat. Prowadzi prywatną firmę finansową. Mieszka w Kłodawie, choć zameldowany jest w Gorzowie u teściowej (zameldował się przed

    ROBERT SUROWIEC Ma 35 lat. Prowadzi prywatną firmę finansową. Mieszka w Kłodawie, choć zameldowany jest w Gorzowie u teściowej (zameldował się przed wyborami, żeby móc kandydować). Startował z okręgu nr 5 (głównie Górczyn, ale też kawałek Dolinek, szpital i Zakład Karny), dostał 735 głosów. Jeździ najlepszy autem spośród wszystkich radnych - terenowym volvo. ©fot. Paweł Siarkiewicz

    - Na sesję rady wbiega grupka ludzi. Wyzywają radnych, przeszkadzają w obradach, rzucają w pana jajkami. Co pan robi?
    - Może wyciągnąłbym parasol... A na poważnie: od razu ogłaszam przerwę i próbuję dojść do ładu.

    - Jak?
    - Zapraszam przeszkadzających do rozmowy, próbuję uspokoić sytuację, tłumaczę...

    - To nie daje efektu. Co wtedy?
    - Wówczas wzywam straż miejską, by wyprosiła najbardziej hałasujących z sali i wznawiam obrady. Wolałbym jednak, by nigdy to takich scen nie doszło.

    - Pytam, bo taka sama sytuacja była w poprzedniej kadencji. Wówczas, na koniec burzliwych obrad, ówczesnemu przewodniczącemu wyrwało się nawet k... Panu też by się wymknęło?
    - Potrafię trzymać nerwy na wodzy. Nauczyłem się tego, gdy byłem pielęgniarzem na intensywnej terapii. Tam nie było miejsca na emocje, trzeba było działać szybko, na chłodno. Do dziś niektórzy mi zarzucają, że mało się uśmiecham i mam wiecznie poważną minę.

    - To trzymanie nerwów na wodzy przydało się podczas prowadzenia pierwszych obrad?
    - Bardzo. Byłem stremowany, wystraszony, zawstydzony. Nie znałem procedur, myliłem się...

    - Radni PiS wykorzystywali każde pana potknięcie, nie szczędzili złośliwości...
    - (z uśmiechem) No tak, nie byli zbyt pomocni. Ale kawał dobrej roboty zrobiły panie z biura rady. Rozpisały mi wszystko na kawałki i już daję radę bez zająknięcia.

    - Bycie szefem rady to chyba fajna fucha. Ponad dwa tys. na rękę, jedna, góra dwie sesje w miesiącu...
    - (ze śmiechem) Też tak myślałem: że będę wpadał na dzień przed obradami na godzinkę i tyle. A to praca na cały etat. Siedzę w magistracie codziennie po sześć godzin. Jak tak dalej pójdzie, chyba zlikwiduję firmę, bo dawno mnie tam nie widzieli. Ale to przez prace nad projektem budżetu miasta. Wierzę, że od stycznia będzie więcej luzu.

    - Praca nad budżetem tak daje w kość?
    - Ten, kto wymyślił wybory na jesień i uchwalanie budżetu w miesiąc, był niespełna rozumu. Przecież spośród 25 radnych 14 nigdy tego nie robiło. Sami się uczymy, a przecież czas goni... Ale damy radę. W piątek uchwalimy ten najważniejszy dokument. I sprzedam panu ciekawostkę: pierwszy raz od wielu lat komisja budżetu i finansów przyjęła projekt jednogłośnie. Cuda się zdarzają.

    - Dziękuję.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Nasze akcje

    IX edycja NASZE DOBRE LUBUSKIE 2016

    IX edycja NASZE DOBRE LUBUSKIE 2016

    Obejrzyj serial dokumentalny

    Obejrzyj serial dokumentalny "Tajemnice Państwa Podziemnego"