Puszczają kamienne czajniki

    Puszczają kamienne czajniki

    Leszek Kalinowski

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Arkadiusz Stępniak przygotowuje się do kolejnego ślizgu podczas mistrzostw Polski w curlingu

    Arkadiusz Stępniak przygotowuje się do kolejnego ślizgu podczas mistrzostw Polski w curlingu

    W tej grze zawodnikom nie wolno przeklinać. A po meczu zwycięska drużyna obowiązkowo zaprasza przeciwników do baru, na piwo.
    Arkadiusz Stępniak przygotowuje się do kolejnego ślizgu podczas mistrzostw Polski w curlingu

    Arkadiusz Stępniak przygotowuje się do kolejnego ślizgu podczas mistrzostw Polski w curlingu

    Zostałeś curlerem. Wchodząc na lodowisko witasz się z innymi zawodnikami. Stajesz na prostokątnym torze, długim na 44,5 metra. Dom, czyli kręgi tworzące tarczę, na której ustawiane są kamienie, namalowany jest symetrycznie na obu końcach toru. Tu znajduje się belka. Opierając się o nią, wypuszczasz kamień. Waży prawie 20 kg, ale jeśli umiejętnie go puścisz, daleko się poślizgnie... Na początku bywa, że ty razem z nim. Śmiechu jest przy tym co nie miara.

    Podobnie jak przy komendach. Wydaje je kapitan, czyli sip. Każdy ma swoje zawołania.
    - Kiedy trzeba szczotkować, wołam: szczota - przyznaje kapitan zielonogórskiej drużyny Hubert Sagan. - Tylko w Czechach staram się tak nie mówić, bo wywołuje to konsternacje.
    Podobny wyraz po czesku oznacza bowiem kobietę lekkich obyczajów.

    Gra dla dżentelmenów

    Wielu obserwatorom curling kojarzy się z zamiataniem szczotką lodu i puszczaniem po tafli kamiennych czajników. Ktoś kto się wciągnie w grę, uważa, że to dyscyplina dla dżentelmenów. Na lodowisku obowiązują kulturalne zasady. Gracze wiedzą, że przed meczem należy się przywitać z przeciwnikiem, oklaskiwać jego udane zagrania, a na końcu podziękować za wspólną zabawę i... wspólnie pójść do baru. To jedyne sportowe zawody, podczas których nie ma zakazu spożywania alkoholu, a małe piwo ułatwia czasem nawiązywanie przyjaźni. Kolejkę stawiają wygrani.

    Olśnienie przy letniej olimpiadzie

    Czego jeszcze nie mogą robić dżentelmeni na lodowisku? Wykłócać się o wynik, nie przyznawać do faulu czy przeklinać podczas gry. Gdyby któraś z tych zasad została naruszona, zawodnik nie miałby z kim grać w przyszłości. Zostałby wykluczony z rywalizacji. Poza przestrzeganiem tych dżentelmeńskich zasad, zawodników nie obowiązują inne ograniczenia. Robert Pytkowski z zielonogórskiego klubu curlingu uważa się, że to sport dla osób co najmniej dziewięcioletnich. Górnej granicy nie ma. Na mistrzostwach Europy spotkać można także 80-latków.

    - Od dawna mnie i moich przyjaciół interesował curling, ale jak go u nas uprawiać, skoro nie ma lodowiska - przyznaje H. Sagan. - Rozmawialiśmy jednak dość często o tej grze. I tak pewnego dnia, o ironio, oglądając letnią olimpiadę w Sydney, ja i kolega zapytaliśmy jednocześnie: - No to co będzie z tym naszym curlingiem? Postanowiliśmy spróbować. Przeszukaliśmy cały internet. A było to zaledwie dwa lata temu.

    Szukają lodowiska

    Stwierdzili, że dadzą radę. Buty i szczotka to koszt ok. 400 zł. Na kamienie pozwolić sobie nie mogą, bo zwykle to własność klubu.
    - Jedna sztuka kosztuje tysiąc dolarów, a do rozegrania meczu potrzeba 16 takich kamieni - wyjaśnia R. Pytkowski. A produkowane są tylko w dwóch miejscach na świecie.
    Arkadiusz Stępniak przyznaje, że jedynym kosztem uprawnia tej dyscypliny jest dojazd na lodowisko. Drużyna, czyli przyjaciele, trenują w czeskim Trutnov (16 km od granicy). To miasto wielkości Nowej Soli, gdzie jest porządny basen, lodowisko, hala sportowa. Czasem jeżdżą też do Gliwic. To główny polski ośrodek curlingu. Ostatnio zapraszają ich do siebie zawodnicy z Berlina.

    - W ub. r. gdy były mrozy, trenowaliśmy na Ochli ku zdziwieniu łyżwiarzy - dodaje kapitan.
    Lodowisko w Gorzowie nie nadaje się do gry jest za małe. Ale trenować rzuty można.

    Panie mile widziane

    Dwukrotnie na mistrzostwach Polski otarli się o wejście do finału. Walczyło 21 drużyn. Komentator sportowy na Eurosporcie kilkakrotnie podawał, że są z Zielonej Góry. Wielu mieszkańców się dziwiło, że mamy takich klub. Kilka osób dołączyło do nich innych. Dziś główny skład to oprócz wyżej wymienionych Paweł Dybaś i licealista Michał Suski. Zainteresowane są też panie: Joanna Szulc, Marta Stolarczyk i Marta Kubak.

    - Ale do tej pory nie udało nam się skompletować żeńskiej drużyny - mówi kapitan i ma nadzieję, że to się niebawem zmieni. Bo gra rozwija się w mgnieniu oka nie tylko w Polsce.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Nasze akcje

    IX edycja NASZE DOBRE LUBUSKIE 2016

    IX edycja NASZE DOBRE LUBUSKIE 2016

    Obejrzyj serial dokumentalny

    Obejrzyj serial dokumentalny "Tajemnice Państwa Podziemnego"