Budynek po Lubkonie staje się „budowlanym trupem”, do którego... nikt się dziś nie przyznaje.

- Jeszcze „dycha”, ale za chwilę będzie to po prostu budowlany trup... - mówi nam wprost strażnik miejski, Jacek Baranowski. Mężczyzna od dwóch miesięcy intensywnie pracował nad sprawą, przekazaną mu przez nowosolską policję, odnośnie budynku po byłej Lubuskiej Odzieżowej Spółdzielni Pracy „Lubkon” w Nowej Soli.
 

Na miejscu od dawna dochodzi bowiem do regularnych alkoholowych libacji.

Ogrodzony, ale opuszczony budynek, stał się doskonałym ustronnym miejscem do spotkań dla młodzieży, ponadto nocują tu często także bezdomni, którzy wchodzą do środka m.in. przez niezabezpieczone okna. Ponadto w budynku są ślady po wielu niedopałkach, co daje dodatkowo realną obawę o pożar, niezabezpieczony jest także szyb po windzie, przez co może tam naprawdę kiedyś dojść do tragedii... - Od początku roku odnotowaliśmy tam sześć interwencji - wylicza w rozmowie z „GL” Katarzyna Wąsowicz, rzecznik policji z Nowej Soli.

- Sprawa trafiła do nas właśnie od policjantów, funkcjonariusze uczestniczyli bowiem w różnych interwencjach odnośnie tego miejsca, odnotowując przy tym poszczególne zagrożenia. Sprawdziliśmy to. Okazało się, że budynek nie należy do miasta, ale do prywatnego właściciela. Pomimo tego postanowiliśmy nie zostawiać  tak całej sprawy, nie chować mówiąc wprost głowy w piasek, ale spróbować po prostu rozwiązać problem. To w końcu jakaś cząstka naszego miasta, trzeba ją ratować - opowiada nam J. Baranowski.

Droga do tego okazała się... trudna. Trzeba było bowiem przebić się przez grube tomy papierów... I, co gorsze, niezbyt wiele z nich wynikało...

- Na początku udało mi się ustalić w Krajowym Rejestrze Sądowniczym, kto znajduje się w radzie nadzorczej, a także kto jest syndykiem masy upadłościowej - opowiada nam strażnik miejski. - Skontaktowałem się z nimi jednak okazało się, że... za bardzo już nie ma z kim rozmawiać - tłumaczy dalej.

Likwidator Lubuskiej Odzieżowej Spółdzielni Pracy wystąpił bowiem jakiś czas temu do rady o rezygnację z pracy, na co ta się zgodziła. - W KRS jednak cały czas figuruje, nie został wykreślony - dziwi się J. Baranowski. To jednak nie koniec...

- Rada nadzorcza złożyła rezygnację ze sprawowanej funkcji i poprosiła o ustanowienie likwidatora. Summa summarum dziś nie ma już ani rady ani likwidatora, więc... nie ma nawet do kogo się zwracać - opowiada nam strażnik.

Sytuacja kuriozalna, a cały czas pozostaje pytanie co zrobić i do kogo się zgłosić w przypadku, gdy aktualny stan budynku stwarza realne zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi...

- Postanowiłem zainteresować więc sprawą Powiatowego Konserwatora Zabytków oraz Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego - mówi nam J. Baranowski. Na początku tygodnia konserwator odpisał na pismo strażnika, uznając jednocześnie, że w obecnej sytuacji „zasadnym jest” rozpatrzenie wpisania budynku po Lubkonie do rejestru zabytków. Strażnik nie wyklucza jednak, że ostatecznie sprawę skieruje także do prokuratury. - Myślę, że w obecnej zagmatwanej sytuacji ta instytucja może znaleźć rozwiązanie i odszukać odpowiedzialnych za całą sprawę oraz sprawdzić w ogóle, w postępowaniu administracyjnym, poprawność aktualnych zapisów w KRS. Dziś nie wiadomo przecież nawet, kto konkretnie odpowiada za ten budynek - zaznacza strażnik.
 

Warto w tym miejscu także przypomnieć, że nieruchomość po Lubkonie obciążona jest długami. I to potężnymi... Wstępne obliczenia mówią o kwocie ponad 900 tys. zł. Jak się dowiedzieliśmy, w większości są to niezapłacone podatki, czy zaległości wobec pracowników.

Na koniec trzeba jeszcze dodać, że Lubuska Odzieżowa Spółdzielnia Pracy posiada użytkowanie wieczyste do roku... 2094 roku.