- Oddział regionalny pozostaje, do likwidacji na pewno nie dojdzie - usłyszeliśmy w NBP. Tyszkiewicz ostrzega: - Po cichu rozpoczął się proces rozmontowywania Zielonej Góry.

Jako pierwszy ziarno niepewności zasiał prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz. W jednym z odcinków na swoim blogu napisał kilka dni temu: „(...)Z nieoficjalnych źródeł mam informację, że zapadła już decyzja co do likwidacji zielonogórskiego oddziału Narodowego Banku Polskiego. Jeśli ta informacja by się potwierdziła, to będzie dla nas kolejna odsłona dramatu pod tytułem: dobijanie i spychanie na margines wszystkiego, co jest poza aglomeracjami i naszą piękną stolicą kraju. (...).”

Sprawdziliśmy u źródła. Skontaktowaliśmy się z dyrektorem Narodowego Banku Polskiego. Ten zaprzecza, jakoby likwidacja zielonogórskiego oddziału była w planach. - Dementuję te pogłoski. Mamy oddziały regionalne we wszystkich miastach wojewódzkich i tak nadal pozostanie - zapewnia Przemysław Kuk z NBP. Możemy więc na razie być spokojni. Kolejny, dość spory pracodawca nie wyniesie się z miasta. Kolejny, bo już wcześniej znacznie straciły na znaczeniu oddziały regionalne Nafty czy Diamentu.

- Niestety, trwa proces centralizacji i pchania wszystkiego do Warszawy. Musimy się przed nim bronić, bo jeśli Zielona Góra straci status wojewódzkości, to będzie czarna d... - nie owija w bawełnę znany ze stanowczych sądów Tyszkiewicz. - W Zielonej Górze po cichu, bez bólu znikła Nafta, która zatrudniała kilka tysięcy ludzi, a teraz pozostała u nas tylko malutką firemką. Do tego rozmontowano Diament, jeszcze kilka lat temu jedną z najlepszych w Polsce firm poszukiwawczo-wiertniczych. Trzeba ludziom uświadomić, co się wydarzyło. Jakoś to rozchodzi się po kościach. A przecież degradacja Zielonej Góry, oznacza degradację Lubuskiego. Mieszkańcy cieszą się wielkim miastem po połączeniu, ale ta wielkość nie przekłada się na siłę.

Dlaczego tak się dzieje? Zdaniem prezydenta Nowej Soli wychodzi na jaw słabość lubuskich polityków. - My, zwykli zjadacze chleba, o wielu sprawach dowiadujemy się po fakcie. Ale przecież w Sejmie i Senacie są ludzie, którzy nas reprezentują i powinni walczyć o nasze interesy - konstatuje.

W pełni z Tyszkiewiczem zgadza się prezydent Zielonej Góry. - Mamy słabych parlamentarzystów - twierdzi Janusz Kubicki. - Już kiedyś powiedziałem, że chciałbym dać im wszystkim kartkę, żeby napisali co zrobili dla województwa. Niestety, niektórzy musieliby oddać pustą.

Kubicki dodaje, że lubuscy posłowie zamiast walczyć o region w Warszawie, to prężą muskuły lokalnie. - A tu przeszedł czas postawić kosy na sztorc i walczyć o swoje - grzmi Kubicki.
Obaj prezydenci w kontekście marginalizacji regionu wspominają o kanadyjskim inwestorze, który chce u nas wydobywać miedź.  Krytykują też wicepremiera Janusza Piechocińskiego. - Kopalnia to dla nas ogromna szansa. Naszym problemem są dobrze płatne miejsca pracy. Tymczasem ta firma chce zatrudnić kilka tysięcy ludzi, zainwestować miliony złotych. Musimy o nią walczyć! - nawołuje Kubicki. Tyszkiewicz dodaje: - A wicepremier Piechociński lokuje Lubuskie pomiędzy zmodyfikowanymi burakami a przemysłem meblarskim.

Lubuskich parlamentarzystów broni posłanka PO Bożenna Bukiewicz. - Nie zapominajmy, że pewne sprawy pozostają poza naszym zasięgiem  - zaznacza. - Jesteśmy od reprezentowania wyborców na poziomie tworzenia prawa. Poza tym często nie informuje się nas o problemach, a wymaga, żebyśmy znali je wszystkie.

 

Fakty

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, oddział w Zielonej Górze
Przez kilka lat (2004-2009) ówczesne władze województwa zabiegały, by to w Zielonej Górze powstała samodzielna spółka naftowa, która zajmie się wydobyciem ropy naftowej i gazu w całej Polsce. Pomysł ten poparł nawet ówczesny premier Leszek Miller, który gościł w Zielonej Górze. Niestety, tak się nie stało. Dziś decyzje w sprawie zielonogórskiego oddziału zapadają w Warszawie, a w Zielonej Górze niewiele mają do powiedzenia. To centrali PGNiG w Warszawie podlegają geolodzy, tam przeniesiono część innych działów. Szacuje się, że dzięki takim krokom, pracę w oddziale straciło minimum 100 osób.

Diament, czyli Exalo
Diament powstał w 1994 roku z Zakładu Wierceń. Przez wiele lat podlegał oddziałowi PGNiG w Zielonej Górze. Jednak od 2013 roku znajduje się w spółce Exalo Drilling z centralą w Pile. Zajmuje się jedynie serwisowaniem urzadzeń, a wcześniej głównym zajęciem było wiercenie. W Polsce i zagranicą. Z Zielonej Góry zabrano księgowość, kadry, płace, część kadry inżynierskiej. Szacuje się, że poprzez te zmiany, pracę straciło około 200 osób.