Niektórzy rolnicy woleliby, żeby profilaktycznie, w walce z ASF-em, wybito nawet wszystkie dziki. Myśliwi i leśnicy są temu zdecydowanie przeciwni. - Myśliwi powinni nam pomóc w walce z afrykańskim pomorem świń - uważa gospodarz z pow. żnińskiego, dla którego produkcja tuczników jest głównym źródłem utrzymania. - Przecież to dziki przenoszą ASF. Nie chcę, by doszło do takiej sytuacji jak we wschodniej części Polski, gdzie wprowadzono program bioasekuracji. DZIKI SĄ POŻYTECZNE

Zdaniem gospodarza nawet przez trzy lata środowisko naturalne mogłoby poradzić sobie bez dzików, a gdyby mięso ze zdrowych zwierząt trafiłoby do przetwórstwa, potem na eksport, to wszyscy byliby zadowoleni. 

- Jestem przeciwnikiem takich pomysłów - mówi Roman Ratyński, wojewódzki lekarz weterynarii w Bydgoszczy. - Co prawda, dziki są głównym wektorem szerzenia się afrykańskiego pomoru świń, ale one też są potrzebne w środowisku. Należy utrzymać populację tych zwierząt na odpowiednim poziomie - do dwóch dzików na kilometr kwadratowy.

- Dziki są bardzo pożyteczne - twierdzi Zygmunt Krzemień, leśnik i przewodniczący komisji hodowlanej ds. zwierzyny grubej przy Okręgowej Radzie Łowieckiej w Bydgoszczy. - Zjadają wiele owadów, gryzoni, ryjąc użyźniają glebę, dzięki nim możliwa jest sukcesja naturalna, np. brzozy. 

ZWIERZYNA WYCHODZI NA POLA

Krzemień dodaje, że odkąd na polach jest dużo kukurydzy, dziki co roku wydają sporo młodych - wszak jedzenia mają pod dostatkiem. Żeby ograniczyć straty w uprawach, koła łowieckie w ostatnich latach zwiększały plan odstrzału dzików.

- Jestem jednak przeciwny skracaniu okresu ochronnego na lochy - dodaje Zygmunt Krzemień. - Nie powinno się strzelać do loch brzemiennych lub tych z młodymi, które nie zdążyły nawet podrosnąć.

- To tak jakby strzelać do matek z dziećmi! -  mówi Jan Myśliwiec, właściciel zakładu masarskiego "Jan Myśliwiec" w Śliwicach. Od  dwudziestu sześciu lat jest producentem tradycyjnych wędlin, a od czterdziestu lat myśliwym. 

Z DZICZYZNY TRUDNO SIĘ UTRZYMAĆ

Jego śliwickie przedsiębiorstwo prowadzi nie tylko skup i ubój trzody chlewnej, bydła i cieląt, rozbiór mięs oraz produkcję wędlin. Od kilku lat zakład leżący na terenie Borów Tucholskich skupuje i przerabia również dziczyznę. Firma zainwestowała w oddzielny skup i rozbiór dziczyzny.

- Gdybyśmy zajmowali się produkcją i sprzedażą wyrobów wyłącznie z dziczyzny, to byłoby ciężko - twierdzi Jan Myśliwiec. - W Polsce nie ma takiego rynku zbytu. Dziczyzna wciąż jest w naszym kraju niedoceniana przez konsumentów, choć to przecież mięso pozyskane ze zwierząt, które żyją w naturalnym środowisku. 

EKSPORT PROBLEMU NIE ROZWIĄŻE

- W Polsce nie ma tradycji spożywania dziczyzny - dodaje Roman Ratyński. - Nie wierzę też, by udało się wyeksportować tego mięsa znacznie więcej niż obecnie. 

Zdaniem Jana Myśliwca dziczyzna jest towarem poszukiwanym i cenionym na przykład na niemieckim rynku. - W Niemczech za kilogram dziczyzny trzeba zapłacić około 50 euro, ale firmy wywożące to wspaniałe mięso, w Polsce proponują na przykład pięć euro za kilogram! - dodaje właściciel zakładu w Śliwicach. 

- Promocja polskiej dziczyzny, to zadanie dla naszego rządu - uważa gospodarz z pow. żnińskiego. - Wolałbym, żeby więcej dzików trafiło do przerobu na wędliny.