Derby jak się patrzy

    Derby jak się patrzy

    Robert Gorbat

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Pierwszy po trzech latach mistrzowski pojedynek zespołów z Gorzowa Wlkp. i Zielonej Góry nie zawiódł oczekiwań kibiców.
    Mecz AZS AWF ze Stelmetem AZS UZ był pełen dramatycznych zwrotów wydarzeń. Iskrzyło i na trybunach, i na boisku. Słowem - derby jak się patrzy.

    Liczyli punkty

    Układ tabeli sprawił, że obydwie drużyny interesowało w sobotę tylko zwycięstwo. Mierzący w czołową lokatę zielonogórzanie nie chcieli stracić kontaktu z wyprzedzającym ich o dwa oczka AZS AWFiS Gdańsk. Bardzo zależało im też na przełamaniu kompleksu gorzowskiej hali.

    Gospodarze oczekiwali z kolei, że pod nieobecność rozgrywającego Stelmetu AZS UZ Andrzeja Biegańskiego (w ubiegły wtorek przeszedł operację pachwiny i nie zagra już w pierwszej rundzie) pewnie ograją lokalnych rywali, dzięki czemu uciekną ze spadkowych rejonów tabeli.

    Choć na boisku od pierwszej do ostatniej minuty trwała zażarta walka, to nie brakowało i humorystycznych momentów.

    - Podejdź do niego bliżej, on ma słabe nogi! - krzyczał do swych obrońców trener przyjezdnych Henryk Rozmiarek. Zaraz potem puszczał jednak oko, by nikt nie pomyślał, że lekceważy rywali.

    Po końcowej syrenie szkoleniowiec zielonogórzan promieniał ze szczęścia, a jego podopieczni długo tańczyli na środku boiska.

    Kilku bohaterów

    Niekwestionowanym liderem zielonogórskiej drużyny był Bogumił Buchwald, który aż 17 razy pokonał gorzowskich bramkarzy. Po drugiej stronie boiska rewelacyjnie spisywał się golkiper Stelmetu AZS UZ Marcin Młoczyński, broniąc 20 (!) rzutów gospodarzy w sytuacjach ,,sam na sam’’.


    Pod nieobecność Biegańskiego, za organizację gry przyjezdnych odpowiadał... nominalny lewoskrzydłowy Łukasz Bartnik. Lubuscy kibice pamiętają, że dwa lata temu wyemigrował z Gorzowa do Niemiec.

    - Spędziłem w AZS AWF trzy sezony i zawsze będę dobrze wspominał ten czas - powiedział tuż po spotkaniu. - Wiedzieliśmy, że rywale będą się starali odciąć od rzutów Buchwalda. Bardzo nam odpowiadała taka taktyka. Rozgrywaliśmy szerzej, podając później piłkę i do kołowego, i do skrzydłowych. Nieźle funkcjonowała także nasza obrona, z której wyprowadziliśmy wiele skutecznych kontrataków.

    - Ulegliśmy, bo nikt z nas nie potrafił wziąć na siebie ciężaru gry w ofensywie - powiedział zawodnik gospodarzy Tomasz Jagła. - Nie da się zwyciężyć, gubiąc piłki w co drugiej kontrze...

    Trenerski dwugłos

    - Mecz przebiegał generalnie tak, jak to sobie założyliśmy - ocenił Rozmiarek. - Mamy lepszą od gorzowian obronę i na tym elemencie oparliśmy naszą grę. Tuż przed przerwą straciliśmy siedmiobramkową przewagę, bo moi zawodnicy zaczęli za luźno traktować przeciwników. Brakuje nam jeszcze dwóch, trzech zawodników, szczególnie do drugiej linii. Chętnie widziałbym w niej... Jagłę.

    Opiekun AZS AWF Dariusz Molski schował się po meczu w szatni. Gdy wreszcie z niej wyszedł, oświadczył: - Początkowo myślałem, żeby rzucić to wszystko w diabły, ale już ochłonąłem. Mam dużo szacunku dla Młoczyńskiego, lecz to my zrobiliśmy dziś z niego mistrza świata. On broni po poznańsku, czyli w pierwsze tempo, a nasi rzucający nie chcieli przez ułamek sekundy poczekać na jego reakcję. Nie mam sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o jakość treningów. Nasz problem tkwi w głowach. Chyba dla każdego zawodnika trzeba by zatrudnić psychologa. Zawsze mówię, że nawet konia można nauczyć tańczyć. Tyle tylko, że mój koń nie chce się uczyć...

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Nasze akcje

    IX edycja NASZE DOBRE LUBUSKIE 2016

    IX edycja NASZE DOBRE LUBUSKIE 2016

    Obejrzyj serial dokumentalny

    Obejrzyj serial dokumentalny "Tajemnice Państwa Podziemnego"