Uwaga! TVN: Urodziła się zdrowa. Kilkanaście godzin później...

    Uwaga! TVN: Urodziła się zdrowa. Kilkanaście godzin później już nie żyła [WIDEO]

    UWAGA! TVN

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Karolinka urodziła się zdrowa i silna. Kilkanaście godzin później nie żyła. Szpital w Gorlicach nie potrafi wyjaśnić, dlaczego doszło do zatrzymania akcji serca i skąd pokarm w oskrzelach, skoro - jak twierdzi - żaden z pracowników nie karmił dziecka...
    Karolinka była trzecim dzieckiem Magdaleny i Mariusza Romaniaków. Urodziła się przez cesarskie cięcie 16 listopada ubiegłego roku, w szpitalu w Gorlicach. - O godzinie 9.20 pielęgniarka pokazała mi córeczkę na korytarzu. Mogłem ją wziąć na rękę, ucałować, utulić. Mam jedno jedyne zdjęcie, które wykonała pani - pan Mariusz, ojciec dziewczynki.

    Zaraz po porodzie, po pierwszych badaniach i ocenie lekarzy, Karolinka dostała 10 pkt w skali Apgar, co oznacza, że była zdrowym i silnym noworodkiem.


    - Była silna. Wrzeszczała. Miałam to szczęście ją objąć, ucałować, podotykać. I to były te moje pierwsze i ostatnie dwie minuty, jakie miałam z córeczką - wspomina Magdalena Romaniak. Zaraz po operacji dziecko zabrano do sali noworodków pod opiekę położnych, pani Magdalena została natomiast na sali pooperacyjnej. Po trzech godzinach zaczął się dramat rodziców.

    - Pani ordynator powiedziała, że córce zatrzymało się serduszko, że miała niewydolność oddechowo-krążeniową, że sytuacja się unormowała, ale Karolinka nie jest w stanie oddychać sama - opowiada pani Magdalena.

    - Pobiegłem do pomieszczenia, w którym przebywała nasza córeczka. Zastałem tam trzy pielęgniarki, które ręcznie wentylowały dziecko za pomocą specjalnego worka. Pielęgniarki starały się uruchomić respirator i nie wiedziały, dlaczego nasze dziecko nie chce oddychać, współpracować z tym respiratorem - opowiada pan Mariusz.

    Gdy nic nie pomagano, pracownicy szpitala zdecydowali o szybkim transporcie dziecka do placówki w Krakowie. Tu pojawiły się kolejne problemy. W Małopolsce NFZ finansuje tylko jedną specjalistyczna karetkę do przewozu noworodków - ta w tym czasie była w Tarnowie. Gdy ustalono, że po dziewczynkę przyjedzie transport z prywatnego szpitala w oddalonym od Gorlic o 40 km Nowym Sączu, była godzina 13.50.

    Karetka w Gorlicach pojawiła się dopiero po ponad dwóch godzinach, o 16.05. Z relacji ojca wynika, że zespół karetki, podobnie jak wcześniej pielęgniarki, miał problemy ze sprzętem.
    Do Krakowa Karolinka dojechała o g. 19.20 i lekarze natychmiast zaczęli diagnozowanie dziecka. Od zatrzymania akcji serca Karolinki, do którego doszło około 12.15, do przyjazdu do Krakowa minęło siedem godzin.

    - Około g. 3 w nocy lekarz powiedział, że w tym stanie, w którym dziecko dotarło z Gorlic, tak wymęczone, silnie niedotlenione, to już na cud nie możemy liczyć. Lekarz dał mi znać w trakcie rozmowy, że to już koniec. Poprosiłem pielęgniarki, aby odłączyły ją od aparatur i dały mi na ręce. Można powiedzieć, że zmarła mi na rękach – mówi ojciec dziewczynki.

    Pan Mariusz, widząc jak przebiegała akcja ratunkowa Karolinki w szpitalu w Gorlicach, zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. Przeprowadzona sekcja zwłok wykazała obecność treści pokarmowej w oskrzelach dziewczynki. Zakrztuszenie jedzeniem mogło być powodem zatrzymania akcji serca. Takie wyniki zaskoczyły rodziców, ponieważ pani Magdalena nie karmiła córki.

    Jak utrzymują pracownicy szpitala, oni także nie podawali mu jedzenia. - W dniu zdarzenia było przeprowadzane postępowanie wyjaśniające i według relacji pielęgniarek, dziecko nie było ani karmione, ani pojone – twierdzi lek. med. Ewa Kaczmarczyk, neonatolog, pediatra.
    Lekarze ze szpitala w Gorlicach nie potrafią wyjaśnić, co stało się na oddziale, kiedy dziewczynka była pod opieką położonych.

    Według wojewódzkiego konsultanta ds. neonatologii samo zachłyśnięcie to nic nadzwyczajnego. - Wielokrotnie mieliśmy do czynienia z zachłyśnięciem się treścią pokarmową, bo tak się dzieje i to głównie u dzieci małych. Ale to wymaga szybkiego odessania, odwentylowania płuc, czasem zastosowania antybiotyków. To nie jest powód do tego, żeby dziecko umarło - mówi prof. dr hab. med. Ryszard Lauterbach.

    Lekarz nie ma jednak wątpliwości, że nie powinno się pozostawiać noworodków bez nadzoru. - Dzieci nie mogą być pozostawione bez opieki pielęgniarskiej – mówi.

    Tymczasem zdaniem ojca dziewczynki, to nie pielęgniarki zauważyły, że z jego córką dzieje się coś niedobrego.

    - Z relacji jednej z pielęgniarek wiem, że dziecko zostało znalezione przez pana technika radiologa, który w tym czasie około g. 12 przy innym dziecku wykonywał badanie. To on zwrócił uwagę personelowi, że nasze leży sine - mówi Mariusz Romaniak.

    Na sali, na której przebywała Karolinka, jest monitoring. Kamery standardowo filmują noworodki w łóżeczkach. Jednak nagranie, jakie przekazane zostało do prokuratury zaczyna się od godziny 13 i pokazuje jedynie podłogę i nogi personelu. Jak się okazało, dyrektor szpitala w ogóle nie oglądał tego zapisu i nie wiedział jaki materiał przekazano śledczym. Odmówił nam też wyemitowania rozmowy, jaką z nim przeprowadziliśmy. Lekarka pracująca na oddziale wyjaśniła, że to ręczny monitoring i akurat tego dnia nikt nie ustawił kamery na inkubator Karolinki. Przeczy temu jednak relacja ojca.

    - Widziałem na korytarzu za biurkiem monitor, na którym cyklicznie było widać czwórkę dzieci, które przebywają w tamtym pomieszczeniu razem z moim dzieckiem. To, co zobaczyłem, to są stopy i kawałek respiratora. Pytam się, gdzie jest trzy czwarte obrazu z tej kamery?

    Próbowaliśmy się także dowiedzieć, dlaczego transport dziecka trwał tak długo, ale dyrekcja w przesłanym oświadczeniu tego nie wyjaśniła. Wiadomo, że karetka z prywatnego szpitala nie realizowała nigdy pilnych wyjazdów i robiła to tego dnia po raz pierwszy.

    - To jest zagadnienie też objęte śledztwem. Prokurator będzie wyjaśniać, czy taki sposób prowadzenia akcji transportowej nie podniósł jeszcze stopnia zagrożenia i nie miał związku ze zgonem dziecka - mówi Włodzimierz Krzywicki z Prokuratury Regionalnej w Krakowie.

    Rodzice dziewczynki zwrócili się do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o przeprowadzenie kontroli na oddziale położniczym gorlickiego szpitala. Wojewódzki konsultant ds. neonatologii po rozmowie z nami także zapewnił, że w ciągu dwóch tygodni sprawdzi na miejscu, jak działa ten oddział. Nie wyklucza, że będą potrzebne dodatkowe badania genetyczne dziecka. Również Małopolski Narodowy Fundusz Zdrowia po naszych pytaniach związanych z organizacją transportu Karolinki będzie sprawdzał, czy nie doszło do błędów.

    - W naszym odczuciu dziecko nie miało opieki w tym szpitalu takiej, jak powinno mieć - uważa pani Magdalena.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo