Mamy to co mamy

    Mamy to co mamy

    Andrzej Flügel

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Mamy to co mamy
    Kiedy przed mistrzostwami Europy koszykarzy przeczytałem wywiad Marcinem Gortatem, który mówił że Polacy wygrają tylko ze słabiutką Islandią i zakończą udział po pierwszej fazie uważałem. że z nasz najsłynniejszy zawodnik przesadza i tak łatwo się nie damy. Okazuje się, że miał rację! Kiedy przed tygodniem narzekałem na frajerską porażkę z Finlandią miałem jeszcze nadzieję, że coś się zmieni. Niestety, oba mecze ostatniej szansy przegraliśmy i w niesławie pojechaliśmy do domu.
    Mamy to co mamy
    Oczywiście pojawiły się głosy, że Marcin Gortat zamiast coś takiego wieszczyć powinien pomóc kolegom. Jest w tym sporo racji. Nie zmienia to jednak obrazu fatalnego stanu polskiej koszykówki. Wiem, że po porażkach wszyscy komentatorzy stają się szczególnie ostrzy, pojawiają się nawoływania do rozliczeń, szuka się przyczyn itd. Nie chcąc się jakoś wpisywać w ten nurt. Powiem tylko że fakt iż tak wspaniała dyscyplina jaką jest koszykówka błąka się w naszym kraju na peryferiach zainteresowania (wystarczy wspomnieć ilu widzów ogląda transmisje telewizyjne z meczów ekstraklasy) jest czymś fatalnym.
    Kiedy upadł poprzedni system i wreszcie mogliśmy na żywo oglądać NBA, na podwórkach pojawiły się amatorsko zainstalowane kosze i każdy rzucający do nich piłkę chłopak chciał być Michaelem Jordanem wydawało się, że pójdzie to w dobrą stronę. Nie poszło. Ekstraklasa, chyba jako jedyna z popularnych gier zespołowych ciągle nie ma sponsora. Naszych zespołów nie chcą w Eurolidze. Zresztą który polski klub, z wyjątkiem Stelmetu, może liczyć na jakieś powalczenie, choćby w mniejszej rangi pucharze? Owszem jest kilka ośrodków ciągle fajnie szkolących młodzież. Pewnie, że pojawiają się talenty. Tylko że potem to się jakoś rozłazi i mamy to co mamy.

    Będąc jeszcze na urlopie nie miałem możliwości oglądać rewanżowych meczów półfinałowych naszych żużlowych ekip. Obstawiałem jednak tak: Falubaz, po wysokiej porażce był w gorszej sytuacji niż Unia, ale zakładałem że powalczy i wszystko może się rozstrzygnąć w ostatnim biegu. Stal była dla mnie faworytem i uważałem, że spokojnie ogra Bertard Spartę i końcówkę będzie jechać już na luzie, myśląc o finale. Stało się zupełnie odwrotnie. Tak to jest z typowaniami w sporcie... Tak więc mamy derby. Chcieliśmy je tylko, że w finale! W tym układzie jedna z naszych ekip nie stanie nawet na podium, druga dostanie tylko medal pocieszenia. Nie tak miało być i choć sezon jeszcze trwa i na jakieś dokładniejsze podsumowania i analizy przyjdzie czas, już dziś można stwierdzić, że nie zakończy się on planowanym sukcesem. Szkoda.

    Piłkarskie derby lubuskie za nami. Szkoda, że tylko trzecioligowe. Nie ukrywam, że po serii fatalnych występów Falubazu absolutnym faworytem był Stilon. A tu proszę - remis. Jeśli był to tylko słabszy dzień, zbierających ostatnio pochwały gorzowian a z drugiej strony oznaka, że zielonogórzanie obudzili się z letargu to można ten podział punktów spokojnie zaakceptować. Zobaczymy jak będzie w kolejnych meczach.


    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      GazetaLubuska.pl poleca:

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama