Zastanów się, co jesz

    Zastanów się, co jesz

    Rozmawiała Alina Bosak

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Zastanów się, co jesz
    Rozmowa z Robertem Makłowiczem i Piotrem Bikontem, sławnymi smakoszami, autorami "Nowoczesnej kuchni polskiej".
    Zastanów się, co jesz

    - Jak się zostaje smakoszem? Czy od wybrzydzania nad talerzem, który na stole postawiła mama?

    Piotr Bikont: - Recenzowanie polega na tym, żeby krytykować. A moja mama akurat gotowała dobrze.
    Robert Makłowicz: - W moim domu świetnie gotowały babcia i niania... Czy już wtedy byłem smakoszem? Myślę, że zostajesz nim, kiedy nie traktujesz jedzenia wyłącznie jako konieczności biologicznej, ale zastanawiasz się, co jesz. Smakosz to ktoś ciekawy nowych smaków i otwarty na nie. Ja z reguły nie zakładam, że czegoś nie zjem.


    - Nie ma takiej rzeczy, której by panowie nie zjedli?!

    M: - Oczywiście są rzeczy, które człowieka ukształtowanego w naszej strefie kulturowej brzydzą. Na przykład, dlaczego miałbym jeść serce węża wyrwane przed chwilą ze zwierzęcia? Albo inne świństwa?
    B: - Też nie lubię świństw. Ale kiedyś, będąc w Korei, spróbowałem duszonych pijawek. Musiałem, bo mi chwalono, że to takie dobre. Rzeczywiście, okazały się nadzwyczaj pyszne.


    - Czy, jako surowi recenzenci, wzbudzacie panikę u kucharzy w odwiedzanych lokalach?

    M: - Jeśli wzbudzamy, to bardzo źle świadczy o restauratorach.
    B: - Wzbudzamy w kiepskich restauracjach. Nasze wizyty powinny raczej cieszyć.

    - Czy trzeba być mistrzem kucharskim, aby przyrządzić pyszne danie? A może wystarczy dobry przepis...

    B: - Nie trzeba być mistrzem. Chociaż z reguły każdą potrawę warto kilka razy przećwiczyć. Zresztą coraz więcej jest ludzi, którzy uwielbiają gotować i mają do tego naturalny talent. Aby się realizować, potrzebują tylko kogoś, dla kogo mogą gotować. Ja należę do takich osób, dla których można gotować. Mam też w różnych miastach znajomych, którzy regularnie spotykają się w grupie po to, żeby smakować. Za każdym razem kto inny - jako gospodarz - popisuje się swoimi potrawami.


    - Jednym słowem, gotowanie staje się modne...

    B: - Dzieje się tak od początku lat 90. W gospodarce wolnorynkowej lawinowo przybywa nam produktów, o których wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć. W wielu przypadkach nie mieliśmy pojęcia z czym się to je. Przykładem może być prawdziwa, dobra oliwa, której u nas w ogóle nie było, a teraz możemy wybrzydzać wśród produktów kilkudziesięciu firm.
    M: - A przecież w Polsce te produkty przed laty nie były obce. Wystarczy przejrzeć przedwojenne książki kucharskie albo ogłoszenia prasowe ówczesnych sklepów. Założę się, że przed wojną w Rzeszowie można było kupić świeże owoce morza - ostrygi, homary albo parmezan...
    B: - A jak nie w Rzeszowie, to w Przemyślu.
    M: - ...kapary, oliwki, sago... To wszystko kiedyś było w każdym mieście. Ale za PRL-u zniknęło i teraz nam się wydaje, że to jest nie wiadomo co. Oczywiście, to była kuchnia dla wybranych, bo na wsiach nie odżywiano się langustami.


    - Pytanie, które pewnie często panowie słyszą: jakieś kulinarne wpadki?

    M: - Zdarzają się najlepszym. Kucharzenie to czynność żywa i twórcza, więc niezbyt udane dzieła też się trafiają.
    B: - Ja na przykład na wakacjach zrobiłem zupę grzybową i przekombinowałem. Z zupami tak jest - jeśli przekroczy się pewną granicę, to nie ma powrotu.

    - A dania przyrządzone podczas nagrania dla telewizji zawsze smakują tak wspaniale, jak wyglądają?

    M: - Na wizji nie eksperymentuję. Formuła programu sprawia, że przyrządzam potrawy w nietypowych miejscach, dlatego staram się dobierać takie przepisy, aby udało się je zrealizować.


    - Załóżmy, że wracacie do domu, a lodówka pusta... Da się coś wyczarować?

    M: - Zawsze. Wystarczy paczka porządnego makaronu, oliwa, czosnek, do tego kawałek parmezanu i już jest uczta.
    B: - Jak nie ma nic w domu, to Mirka wyjmuje mrożone prawdziwki i idzie do sklepu po śmietanę. Albo robimy ruskie pierogi o drugiej w nocy.


    - Wspominali panowie, że mieli pyszne dzieciństwo dzięki wspaniale gotującym kobietom. Czy dziś wracacie do tych smaków?

    M: Tylko przy okazji świąt.

    - Wtedy panowie rządzą w kuchni?

    M: - Oczywiście, panie. Ja się zajmuję tylko zaopatrzeniem.

    - Ulubiona kuchnia?

    B: - Przy tak dużym stażu trudno już mówić o ulubionej kuchni. Chociaż... chyba włoska. Lubię szparagi, uwielbiam baraninę. Chociaż jeszcze do niedawna tej baraniny nie można było nigdzie zjeść. Dopiero od paru lat wróciła do łask.
    M: - Moje dzieci uwielbiają zielone tajskie curry z kurczaka i chilli concarne. Co mnie bardzo cieszy, bo wolę, żeby jadły to niż kotlety mielone z buraczkami.


    - Bardziej niż schabowe i pomidorówkę?

    M: - Nie mogę zrozumieć, dlaczego we wszystkich badaniach wychodzi, że to ulubione dania Polaków. A skąd się wzięła pomidorówka? W latach 60. pojawił się przecier pomidorowy w puszkach i ludzie wymyślili zupę, która teraz, nie wiadomo czemu, jest najpopularniejsza.


    - Ale powoli wracamy do tradycji...

    M: - Jest wyraźny trend nawiązywania do kuchni regionalnych. Tego może jeszcze nie widać w domach, bo - niestety - wielu gardzi swoją kuchnią regionalną, która jest z zasady kuchnią ludzi ubogich. A przecież ona jest przebogata! Niestety, nawet jeśli ludzie otwierają knajpy, w których podają regionalne potrawy, to w domu wpieprzają schabowe z ananasem. Na Podhalu prawie każda knajpa proponuje moskole, kwaśnicę, ale na góralskim weselu podaje się właśnie schabowego z ananasem. Bo daniami regionalnymi po prostu górale gardzą. Mimo to regionalna kuchnia się odradza.


    - W "Nowoczesnej kuchni polskiej", którą przygotowali panowie dla naszych Czytelników, są potrawy regionalne?

    - Nasza książka jest nowoczesnym spojrzeniem na to, jaka powinna być kuchnia polska. Jest taka potrzeba, bo PRL prawie kompletnie wyplenił naszą majestatyczną i wspaniałą kuchnię przedwojenną. Dziś ona nie przystaje do rzeczywistości, bo świat kulinarny bardzo poszedł do przodu. Nikt jej nie odświeżył. Dlatego napisaliśmy "Nowoczesną kuchnię polską" - kuchnię, która jest otwarta na wpływy z innych krajów, ale ma też swoją piękną tradycję.


    W takim razie, koniecznie trzeba spróbować.

    M: Życzymy smacznego!

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo