ALFRED SIATECKI 0 68 324 88 37 asiatecki@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Rozmowa nieautoryzowana z JÓZEFEM PIŁSUDSKIM marszałkiem, naczelnikiem państwa, premierem
    JÓZEF PIŁSUDSKI  Urodził się w 1867 r. w Zułowie koło Wilka, zmarł w 1935 w Warszawie. Od 1920 pierwszy marszałek, do 1922 naczelnik państwa, w latach

    <B>JÓZEF PIŁSUDSKI </B> Urodził się w 1867 r. w Zułowie koło Wilka, zmarł w 1935 w Warszawie. Od 1920 pierwszy marszałek, do 1922 naczelnik państwa, w latach 1926-28 i 1930 premier. Nazywany też Komendantem i pod koniec życia Dziadkiem. Dwukrotnie żonaty, miał córki Wandę i Jadwigę. Zmienił wyznanie z katolickiego na protestanckie.


    - W lipcu 1917 roku Niemcy aresztowali pana. Za co?

    - Pół roku wcześniej Niemcy i Austro-Węgry zgodziły się na moje wejście do Tymczasowej Rady Stanu. Byłem pewny, że też się zgodzą na podporządkowanie Polskiego Korpusu Posiłkowego, a w nim legionów, owej radzie. Niemcy chcieli, żeby nasze wojsko ich dowództwu podlegało. Na to ja pozwolić nie mogłem. To dymisję złożywszy, zwróciłem się do żołnierzy, żeby na wierność Niemcom przysięgi nie składali. Za to najpierw Niemcy wsadzili mnie do więzienia w Gdańsku, potem w Spandau, jeszcze później w Wesel nad Renem. Listopad 1918 zastał mnie w twierdzy w Magdeburgu.


    - Dla rodaków stał się pan męczennikiem sprawy narodowej. Symbolem walki o niepodległość ojczyzny.

    - Niemcy szybko się zorientowali, że osadzenie mnie w twierdzy było ich wielkim błędem politycznym. W Królestwie Polskim narastały nastroje rewolucyjne. Rada Regencyjna bezsilna była, tym bardziej że powstało mnóstwo ugrupowań politycznych. Dochodziły do mnie informacje prasowe, że potrzebny jest mąż opatrznościowy, który zdolny będzie ująć to wszystko w karby.


    - I wtedy Niemcy przypomnieli sobie o panu?

    - Do więzienia przyjechał hrabia Harry Kessler, za uwolnienie zaproponował podpisanie deklaracji lojalności. Tak mnie nisko cenicie, panie hrabio? 8 listopada, kiedy w Niemczech zaczęła się rewolucja, przedstawiciel władz zjawił się ponownie w twierdzy. Wtedy oni nie mieli innego wyjścia: musieli mnie zwrócić narodowi.


    - Wsadzili pana do pociągu jadącego do Warszawy.

    - 10 listopada o godzinie siódmej rano wysiadłem na dworcu warszawskim. Nie spodziewałem się tłumów, a to, że witało mnie zaledwie kilka osób może było dobre. Zmęczonego podróżą, przeziębionego ulokowano mnie w pensjonacie przy ulicy Moniuszki. W nocy obudzono mnie, ponieważ narastało napięcie związane z przebywającymi w Warszawie żołnierzami niemieckimi. A gdzież mój mundur? Podano mi czystą bluzę i odprasowane spodnie. Polska odzyskuje niepodległość, dlatego pan brygadier jako jej najwierniejszy syn musi wyglądać godnie, ktoś powiedział i zaznaczył, że siostry Romanówny oczyściły mundur, kiedym spał.


    - W Warszawie było 30 tysięcy niemieckich żołnierzy. W każdej chwili mogli rozpocząć atak. Czym to groziło?

    - Oznajmiłem ich przedstawicielom, że nie obarczam winą żołnierzy za taktykę prowadzoną przez władze niemieckie. Każdy, kto chce wrócić do Niemiec, może to zrobić. Rozkazałem podstawić specjalne pociągi. Żołnierze odjeżdżali, zostawiając nam nawet swoje uzbrojenie, co się bardzo przydało podczas tworzenia polskiego wojska.


    - 11 listopada w wagonie na bocznicy kolejowej w lesie Compiegne pod Paryżem Niemcy podpisali kapitulację. Czy była tam mowa o sprawie polskiej?

    - To się miało zdecydować dopiero na konferencji pokojowej w Wersalu. Wymagało dyplomatycznej batalii o kształt Polski.


    - A co się wydarzyło 11 listopada w Warszawie?

    - Wtedy nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak wielkie znaczenie dla Polski będzie miał ten jesienny dzień. Po 19 latach, dopiero w 1937 Sejm Rzeczypospolitej ustanowił 11 listopada polskim świętem narodowym. Gdybym wiedział wtedy, że tak się stanie, pewnie wyglądałby on bardziej godnie, chociaż muszę to przyznać, na ulicach panowała euforia. Pytasz pan, co się wydarzyło. Nic wielkiego, po prostu Rada Regencyjna przekazała mi władzę wojskową, mianowała naczelnikiem państwa i zleciła utworzenie rządu narodowego.


    - Była jakaś manifestacja lewicy?

    - Nawet wygłosiłem tam przemówienie. Chcieli mi podać sztandar PPS, alem go nie przyjął. Teraz nie mogę tego uczynić, pragnę reprezentować cały naród, zaznaczyłem. Może nawet uraziłem ich, bom powiedział o Tymczasowym Rządzie Ludowym Ignacego Daszyńskiego: wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić. Mimo to Daszyńskiemu powierzyłem misję stworzenia rządu, a ten ani kroku. Nie udało się, tom desygnował na premiera Jędrzeja Moraczewskiego. Dopiero ten socjalista stworzył rząd, ale z ludowcami i bezpartyjnymi. W Polsce wszyscy krzyczą, że posiadają większość, tylko jak przychodzi do rządzenia to nie ma z kim.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo