Teatr to pralnia

    Hana Ciepiela

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    MAJA KOMOROWSKA w 1960 r. ukończyła PWST w Krakowie, przez kilka lat była w zespole Jerzego Grotowskiego, potem grała w teatrach wrocławskich, a od 1972

    MAJA KOMOROWSKA w 1960 r. ukończyła PWST w Krakowie, przez kilka lat była w zespole Jerzego Grotowskiego, potem grała w teatrach wrocławskich, a od 1972 r. związana jest z Teatrem Współczesnym w Warszawie. Jest pedagogiem Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie i autorką pamiętnika „31 dni maja”. ©fot. Katarzyna Chądzyńska

    Rozmowa z MAJĄ KOMOROWSKĄ, aktorką
    MAJA KOMOROWSKA w 1960 r. ukończyła PWST w Krakowie, przez kilka lat była w zespole Jerzego Grotowskiego, potem grała w teatrach wrocławskich, a od 1972

    MAJA KOMOROWSKA w 1960 r. ukończyła PWST w Krakowie, przez kilka lat była w zespole Jerzego Grotowskiego, potem grała w teatrach wrocławskich, a od 1972 r. związana jest z Teatrem Współczesnym w Warszawie. Jest pedagogiem Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie i autorką pamiętnika „31 dni maja”. ©fot. Katarzyna Chądzyńska

    - W swojej książce "31 dni maja" napisała pani, że im dłużej gra na scenie, tym większą ma pani tremę. Ale ma pani na nią pewną receptę. To "granie za kogoś". Tak jak dzieci jedzą kolejne kęsy: "za mamę", "za tatę".
    - Wiem, że to zabawne. Ale to prawda. Zwłaszcza, kiedy jest trudno, myślę sobie: gram za ciebie synku albo za coś ważnego. To mnie uspokaja.

    - W swoich wspomnieniach opisała pani zabawną rozmowę swego pięcioletniego syna Pawła z Jerzym Grotowskim.
    - Jerzy Grotowski zapytał syna, czemu tak rzadko przychodzi do teatru? A on odpowiedział, że teatr to pralnia. Bowiem skojarzył sobie, że jak przychodzę z teatru, jestem zmęczona, jak po dźwiganiu rzeczy z pralni. Coś w tym jest.

    - Zawsze pięknie opowiada pani o dzieciństwie spędzonym w Komorowie, o rodzicach, rodzeństwie.
    - Dzieciństwo to chyba najważniejszy czas w życiu. Jeśli jest dobre, ważne, to można potem, w pracy twórczej stale z niego czerpać. Ono ma ogromny wpływ na naszą wyobraźnię.

    - A dzisiejsze czasy? Czasy pośpiechu, powierzchowności, konkurencji, politycznych kłótni…
    - To nie są cechy tylko naszej współczesności, każde pokolenia mówi, że ich czas jest trudny. Pamięta pani piosenkę Wojtka Młynarskiego "Róbmy swoje"? To doskonała rada, na wszystkie czasy. A piosenki Wojtka są mi szczególnie bliskie, bo znam Wojtka od dziecka. On również wychowywał się w Komorowie. Nasze rodziny często się odwiedzały, razem z Wojtkiem bawiliśmy się na przykład w głuchy telefon lub po prostu gdzieś ganiliśmy. Już wtedy czuło się, że Wojtek to przyszły talent. On już wtedy coś pisał.

    - Czytałam, że nie lubi pani nowinek technicznych. Jednak telefon komórkowy ma pani przy sobie…
    - Długo nie chciałam go mieć, długo się broniłam. Ale mam czworo wnucząt. Właśnie czekam na wiadomość od mojej najstarszej wnuczki Kasi, która miała dziś próbną maturę. Gdyby nie komórka, denerwowałabym się jeszcze bardziej.

    - A kto nauczył panią obsługiwać komórkę?
    - Mój syn i wykazał się przy tym ogromną cierpliwością. Pamiętam jak bardzo denerwowałam się przed wysłaniem pierwszej wiadomości. Napisałam: "Synku, kocham cię". A on odpisał "Mama, brawo".

    - Swoją książkę "31 dni maja" napisała pani dla syna, który wtedy na cztery lata wyjechał do Stanów.
    - Paweł zakładał konsulat w Los Angeles, potem by konsulem w Montrealu. Teraz od dziesięciu lat mieszka w Polsce, razem z żoną Marzeną i dziećmi: wspomnianą już Kasią, a także Zosią, Jurkiem i Jankiem.

    - Gdzie zwykle spędza pani święta Bożego Narodzenia?
    - U dzieci, bo mają większe mieszkanie.

    - Dużo jest prezentów?
    - Co roku obiecujemy sobie, że będzie mniej, ale jakoś nie wychodzi. Ale w końcu święta są raz w roku. Tyle że dawniej, jak wnuki były mniejsze, z wyborem prezentów nie było problemów. Kupowało się lalki i samochody. A teraz z dziewczynkami trzeba wybierać ubrania.

    - Pani ulubiona potrawa świąteczna?
    - U nas w domu zawsze jadło się zupę grzybową i pieróg. Potem, jako dziecko, zawsze czekałam, kiedy podadzą rybę w galarecie. Bardzo lubiłam też kompot z suszu, piernik i małe pierniczki, która mama trzymała w puszkach. Do dziś pamiętam zapach tych potraw.

    - Dziękuję.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Tagi:

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo