Bo lubią grać

    Danuta Kuleszyńska

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Dla Julity Klusek będzie to pierwszy występ na festiwalu. Młoda artystka zagra z zespołem kameralistów. Stałym bywalcem Telemannowskiej sceny jest natomiast

    Dla Julity Klusek będzie to pierwszy występ na festiwalu. Młoda artystka zagra z zespołem kameralistów. Stałym bywalcem Telemannowskiej sceny jest natomiast Piotr Olczyk, laureat wielu ogólnopolskich konkursów gitarowych. ©Fot. Mariusz Kapała

    Koleżanki dziwią się, że zamiast dyskoteki wybieram muzykę poważną. Ale jak zagram, to z podziwu kiwają głowami - mówi Julita Klusek.
    Dla Julity Klusek będzie to pierwszy występ na festiwalu. Młoda artystka zagra z zespołem kameralistów. Stałym bywalcem Telemannowskiej sceny jest natomiast

    Dla Julity Klusek będzie to pierwszy występ na festiwalu. Młoda artystka zagra z zespołem kameralistów. Stałym bywalcem Telemannowskiej sceny jest natomiast Piotr Olczyk, laureat wielu ogólnopolskich konkursów gitarowych. ©Fot. Mariusz Kapała

    Julita gra na altówce. Od trzech lat. Ale marzyła o tym od dawna. Od chwili, gdy w telewizji zobaczyła Vanessę May. Brytyjska artystka z azjatyckim rodowodem na elektrycznych skrzypcach brawurowo wygrywała muzykę poważną. - Chciałam być taka jak ona - przyznaje Julita. - Ciągle o tym myślałam. W końcu namówiłam mamę, by zapisała mnie do szkoły muzycznej. Wybrałam altówkę, bo przypominają skrzypce.

    Muzyka wciągnęła ją do końca.
    Poświęca jej każdą wolną chwilę. Rezygnuje ze spotkań i dyskotek. - Koleżanki dziwią się, że jestem inna, że zamiast bawić się z nimi wybieram altówkę. Ale gdy zagram, to z podziwu kiwają głowami - dodaje.

    Od kilku tygodni Julita przygotowuje się do występu. Będzie to najważniejszy koncert w jej życiu. Z zespołem kameralnym po raz pierwszy zagra na festiwalu Telemannowskim. - Tremy na razie nie mam, ale kto wie, jak będzie, gdy już wyjdę na scenę - mówi.

    Wyszło ponad tysiąc absolwentów

    To już piąty festiwal. Odbędzie się na początku grudnia. Żyje nim cała Państwowa Szkoła Muzyczna. Nazywa się Telemannowski, bo Georg Philipp Telemann jest patronem szkoły. Ten niemiecki kompozytor w latach 1704 - 1706 mieszkał w Żarach. Był kapelmistrzem na dworze hrabiego Erdmana Promnitza.

    Pomysł na festiwal zrodził się w głowie dyrektora Waldemara Wolskiego. - Impreza powstała na bazie koncertów Telemannowskich, jakie wcześniej organizował urząd miejski - wspomina W. Wolski.

    - Pomyślałem, że warto rozbudować to przedsięwzięcie. Do współpracy zaprosiłem szkołę muzyczną z Waisswasser. A najcenniejsze w tym wszystkim jest to, że razem z uczniami występują nauczyciele, a także specjalni goście.

    W tym roku do udziału w festiwalu zaproszono absolwentów PSzM, którzy szkołę pożegnali już dawno, a dziś zawodowo zajmują się muzyką: Jadwigę Mikołajczyk, Grzegorza Kujawę i Marcina Tyburskiego. A wszystko dlatego, że szkoła obchodzi właśnie jubileusz 30 lecia istnienia. - W ciągu tych lat nasze mury opuściło ponad tysiąc absolwentów - cieszy się dyrektor. - Niektórzy stali się profesjonalistami. Inni wrócili do nas jako nauczyciele muzyki. Tak jak Krzysztof Krzyśków, który prowadzi klasę saksofonu i klarnetu.

    Instrumenty z duszą

    Dziś w szkole kształci się 120 uczniów. Najmłodszy ma lat 6, najstarszy 18. Z roku na rok chętnych przybywa.

    - Dzieci garną się do nas, bo muzyka rozwija wyobraźnię i wrażliwość, poszerza horyzonty - mówi dyrektor Wolski. - Daje też poczucie satysfakcji. Dzieci są dumne, że potrafią zrobić coś więcej niż ich rówieśnicy. Że mogą być kimś ważnym.

    Sześciolatka Julita Wer naukę gry na skrzypcach rozpoczęła w październiku. - Mama mnie tutaj przyprowadziła, to gram - mówi. - No i moja siostra też się uczy.

    Anita Wer do szkoły chodzi drugi rok. - Lubię skrzypce, bo można je wszędzie zabrać. A takiego fortepianu nie da się dźwigać na plecach - tłumaczy. Dziewczynki kształcą się pod okiem Jadwigi Pietsch, skrzypaczki Filharmonii Zielonogórskiej.- To piękny instrument, bo ma duszę i w przenośni i dosłownie - mówi skrzypaczka.

    Piotr Olczyk wybrał gitarę. Bo to spokojny instrument. - A ja lubię spokojne rzeczy i nostalgiczną muzykę - tłumaczy. W gitarze zakochał się na koncercie w Żaganiu. Zabrał go tata, gdy Piotr miał sześć lat. Wtedy zamarzył sobie, że też będzie grał. Dla przyjemności. I gra. Od pięciu lat. - Jest najlepszym gitarzystą w szkole - chwali Adam Mikulski, nauczyciel. - I jednym z lepszych w kraju, bo zdobywa laury na ogólnopolskich festiwalach.

    Piotr jest skromny. Nie marzy o karierze gitarzysty. W przyszłości chce być lekarzem. A teraz, podobnie jak Julita Klusek, szykuje się do Telemannowskiego festiwalu. Wystąpi na nim już piąty raz. Zagra w sekstecie z niemieckimi kolegami. - To fajna impreza, bo można innym pokazać swoje umiejętności. No, a poza tym, ja bardzo lubię grać.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo