(kf)

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    We wtorek wdowiec z Zielonej Góry odebrał przesyłkę do żony, która zmarła przed dwoma laty. List zawierał ulotkę wyborczą Julity Zawadzkiej, która kiedyś pomagała chorej na raka kobiecie.
    - Dwa lata temu zmarła moja żona - opowiada 75-letni mieszkaniec Zielonej Góry. - Wcześniej korzystała z pomocy pani Julity Zawadzkiej. Gdy jesienią 2004 r. odniosłem protezy, poinformowałem, że żona nie żyje. Tymczasem w ubiegłym tygodniu przyszedł list adresowany do niej. Właśnie od pani Zawadzkiej, w środku była wizytówka i ulotka wyborcza.

    Wdowiec przyszedł do naszej redakcji w środę. Był wstrząśnięty.
    - Jak można w ten sposób ranić czyjeś uczucia? - pytał. - Śmierć żony nadal jest dla mnie szokiem. Codziennie odwiedzam jej grób. Dlaczego ludzie prowadzący grę wyborczą łapią się najtańszych, najbardziej prymitywnych chwytów?

    Julita Zawadzka, kandydatka na radną Zielonej Góry pomaga chorym na raka kobietom. Bez wątpienia jej działalność jest bardzo potrzebna i budzi szacunek. Tym bardziej trudno zrozumieć, co nią kierowało, kiedy wysyłała list do zmarłej kobiety. Na pewno nie powinna wykorzystywać bazy danych pacjentek w działalności politycznej.

    - Jest mi niezmiernie przykro - żałuje Julita Zawadzka. - Brzydko, że tak wyszło. Nie powinnam łączyć jednej działalności z drugą. Obiecuję, że więcej to się nie powtórzy. Wstyd mi niezmiernie. Ale stało się i w żaden sposób temu nie zaradzę.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Tagi:

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo