(wak)

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Dziś w godz. 9.00-16.00 pod numerem telefonu 0-800 16 00 16 na opinie i uwagi czytelników czeka Dagmara Ostrowska
  • Czytelnik z Zielonej Góry: - Rozpoczęła się kampania wyborcza, a ja ze zdziwieniem zauważyłem, że niektórzy kandydaci na radnych znajdują się na tzw. liście Wildsteina.
    Przecież tam trafili m.in. donosiciele. Dlatego dla dobra Polski powinni wyjaśnić swoją sytuację. A jeśli nie będą chcieli, to powinna ich skreślić komisja wyborcza.

  • Kazimierz z Gorzowa: - Wczoraj jechałem autobusem rejsowym z Kałuży na Ukrainie do Krakowa.
    To co się działo na granicy polsko-ukraińskiej to jeden wielki horror. Odprawa trwała łącznie pięć godzin, mimo że nie było żadnej kolejki. Dokumenty oraz bagaże sprawdzano kilkakrotnie. Autobus niemal rozkręcono na części. Co zaskakujące, do poziomu celników ukraińskich dostosowali się polscy. Na przejściu trzymali nas ponad dwie godziny. O Ukrainie chcę jak najszybciej zapomnieć.

  • Leon z Gorzowa: - Jestem zszokowany tym co się dzieje w Nowych Czaplach (Odbiło mu wtedy, gdy wrócił z więzienia - ,,GL’’ z 9 października). Czy jednemu bandziorowi nie może dać rady policja, prokurator i kilkudziesięciu mieszkańców. A może konieczny jest kolejny samosąd? Czyżby na to czekali policjanci?

  • Czytelnik z Gubina: - Porucznik Mariusz Skrzyński z Lubuskiego Oddziału Straży Granicznej chwali się (Oficerowie do poprawki - ,,GL’’ z 9 bm.), że wszyscy funkcjonariusze straży granicznej zdali sprawdzian fizyczny. Często jestem na granicy i nie bardzo wierzę w te zapewnienia. Jeśli dokument sprawdza kobieta czy mężczyzna mający 160 cm wzrostu i ponad 100 kg wagi, to jakim cudem zaliczyli oni pompki czy podciąganie się na drążku?

  • Włodzimierz z Zielonej Góry: - Media doniosły, że minister środowiska Jan Szyszko zatrudnił na wysokim stanowisku w ministerstwie swoją córkę, a jej narzeczony został szefem jednej ze spółek. A przecież to nic innego jak nepotyzm, z którym PiS przed wyborami obiecał walczyć. Czyżby premier nie wiedział co robią jego ministrowie.

  • Franciszek Nowakowski z Zielonej Góry: - W piątek TVN podała, że były premier Kazimierz Marcinkiewicz pobrał z Sejmu 11 tys. zł, chociaż pieniądze mu się nie należały. Wprawdzie je zwrócił, ale dopiero kiedy dowiedzieli się o tym dziennikarze. Pan Marcinkiewicz, tłumaczył się, że pieniądze wypłacono mu przez pomyłkę. Może i mówi prawdę, ale niesmak pozostał.
  • Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Tagi:

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo