Wygrał po raz drugi

    Wygrał po raz drugi

    ANNA BIAŁĘCKA 076 833 56 65 abialecka@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Po raz kolejny lekarz wygrał proces sądowy z dyrekcją głogowskiego szpitala. - Nie chcę jednak wracać na oddział - mówi Bogusław Wikieł. - Nie teraz, nie z tymi ludźmi.
    Pierwszy raz B. Wikieł wyleciał z pracy w 2003 roku. Wtedy przyjęto nowego ordynatora ginekologii Marka Kowlaczyka. Na jego wniosek lekarz został zwolniony dyscyplinarnie. Dyrektorka, uzasadniając to zwolnienie, użyła mocnych słów. Przede wszystkim uznała, że lekarz działał na szkodę pacjentki, no i że straciła do niego zaufanie. Sprawa trafiła do sądu. Proces toczył się ponad rok. Zakończył się ostatecznym zwycięstwem Wikieła. Został oczyszczony z zarzutów i przywrócony do pracy.

    Wygrał po raz drugi

    Jak się okazało, nie na długo. Zaledwie po kilku tygodniach ordynator Kowalczyk znów miał zarzuty wobec lekarza. I znów postawił wniosek o jego zwolnienie. I tym razem dyrekcja przystała na jego propozycję. Wikieł wyleciał po raz drugi. W tym samym czasie wypowiedzenie dostał i inny lekarz z oddziału ginekologii. Obie sprawy trafiły do sądu. Obie wygrali lekarze.
    Tym razem jednak ginekolog nie chciał powrotu do lecznicy. Sam zrezygnował z możliwości powrotu, wystąpił jedynie o odszkodowanie, otrzyma je. Sąd w uzasadnieniu swojej decyzji, stwierdził, że to, co zrobiono lekarzowi było nieetyczne.
    Trzy lata, trzy zwolnienia, trzy przegrane przez szpital procesy. Pytamy dyr. Genowefę Ulman, jak odbiera tę sytuację. - Gdybym miała podjąć ponownie decyzje o tych zwolnieniach, zrobiłabym tak samo - mówi z przekonaniem. - Moje zdanie na temat pracy tych lekarzy nie zmieniło się.

    Osiągnął to co chciał

    B. Wikieł niechętnie mówi o procesach i swoich wygranych. - W pewnym sensie mogę czuć satysfakcję ze zwycięstwa - mówi. - Ale to dość wątpliwa satysfakcja. Nie mogłem przecież normalnie pracować w szpitalu, w którym wcześniej przepracowałem 30 lat. A teraz nie chcę już w nim pracować, nie w takiej atmosferze i poczuciu, że ordynator wciąż szuka na mnie haka. W takiej atmosferze nie można normalnie pracować. Czyli wyszło na to, że ordynator Kowlaczyk osiągnął i tak to, co chciał - pozbył się mnie.
    Wikieł nie stracił kontaktu z zawodem. Ma gabinet w Głogowie, pracuje na ginekologii nowosolskiego szpitala. - To jest rewelacyjny szpital, bo przede wszystkim liczy się fachowość, a nie jakieś prywatne animozje - przekonuje. - Tu korzysta z pomocy medycznej wiele głogowianek. Kobiety jeżdżą także do Lubina. Czy to nie dziwi dyrekcji szpitala? Czy nie powinna na poważnie zastanowić się, dlaczego tak jest? Dlaczego głogowianki omijają szpital, który przecież mają pod nosem?
    - Być może były jakieś niesnaski między panem Wikiełem i ordynatorem, ale nie uważam, by to miało jakieś znaczenie - zapewnia G. Ulman. - Ja w to nie mam zamiaru wnikać.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo