PAWEŁ KOZŁOWSKI

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Stal miała awansować do pierwszej czwórki i plan został wykonany. Jednak niedosyt pozostał, bo po raz czwarty z rzędu nasz zespół skończył rozgrywki tuż za podium. Dziś podsumowanie sezonu gorzowian. W alfabetycznej kolejności.
    A jak Adrian Szewczykowski. W lidze występował sporadycznie i bez błysku, ale to był dopiero jego pierwszy sezon po zdobyciu licencji. Lepiej wiodło mu się w zawodach młodzieżowych. Jeśli chodzi o charakter, "Adik" ma zadatki, by stać się nietuzinkowym żużlowcem. Spokojny, inteligentny, pracowity i utalentowany. Przyszły rok może okazać się dla niego przełomowym.

    B jak Brzozowski Kamil.
    Ten sezon był dla "Brzózki" bardzo trudny. Na początku rozgrywek był przygaszony kłopotami rodzinnymi. Kiedy wydawało się, że wraca do swej dyspozycji, podczas turnieju zaplecza kadry narodowej nabawił się przykrej kontuzji ręki i nogi. To wydarzenie okazało się brzemienne w skutkach. Kiedy wyleczył się, złamał rękę w meczu z Intarem Lazurem. I było po sezonie.

    C jak człowiek orkiestra, czyli Krzysztof Orzeł. Miał zostać sędzią, lecz w żużlu odnalazł się jako kierownik drużyny i zawodów. Na początku sezonu spotkała go niemiła sytuacja. To on, w myśl regulaminu, zgłaszał protest w sprawie nieregulaminowych tłumików Michała Szczepaniaka i Joe Screena z Ostrowa. Sędzia go nie przyjął, jednak okazało się, że nie miał racji, za co został ukarany. Ale Stal mecz przegrała...

    D jak David Ruud. Nieoczekiwany lider drużyny. Najgorzej pojechał w Zielonej Górze, gdzie zdobył osiem punktów. Jednak w rewanżu był prawie bezbłędny. 17 ,,oczek’’ w sześciu startach na wszystkich zrobiły wrażenie. Szkoda, że sezon zakończył się dla niego ciężką kontuzją. W ligowej klasyfikacji zawodników zajął czwarte miejsce. Był jedynym gorzowianinem w pierwszej 10.

    E jak Edmund Migoś. Pierwszy indywidualny mistrz Polski z Gorzowa. Nad Wartą to postać prawie legendarna. Mimo kłopotów ze zdrowiem, był na każdym meczu Stali na stadionie przy Śląskiej. Zmarł na początku września. Dziś sił na torze próbuje jego wnuczek - Łukasz Cyran. Szkoda, że pan Edmund nie doczekał tej chwili.

    F jak faza grupowa. Celem gorzowskiego zespołu w tym sezonie był awans do pierwszej czwórki. Żużlowcy plan wykonali, lecz w play offach nie wygrali żadnego meczu. Co prawda na przeszkodzie stanęły kontuzje, ale runda finałowa nie musiała się wcale tak skończyć. Szkoda szczególnie porażki na własnym torze ze Startem Gniezno (43:47), o której przesądziły dwa ostatnie wyścigi.

    G jak Głuchy Andrzej. To był najlepszy sezon w karierze juniora. Od początku świetnie trafił ze sprzętem. Przez długi czas był najskuteczniejszym młodzieżowcem ligi. Koniec rozgrywek nie był dla niego tak udany, ale i tak zrobił duży postęp. - Jeździć można się nauczyć tylko na dobrym sprzęcie - powiedział Jarosław Łukaszewski, obserwując młodszego kolegę na treningu. Jednak Andrzej musi się jeszcze nauczyć szybciej wracać do dawnej dyspozycji po niepowodzeniach.

    H jak Hlib Paweł. Najbardziej utalentowany zawodnik, jaki w ostatnim czasie wychował się w Gorzowie. Nie mógł dłużej jeździć w pierwszej lidze, więc przed sezonem przeniósł się do Tarnowa. W ekstraklasie rozpędzał się powoli, ale w końcu złapał wiatr w żagle. W meczu we Wrocławiu sam zdobył połowę punktów dla swej drużyny (13). A przecież Unia była jeszcze mistrzem Polski. Z nim w składzie, Stal z pewnością biłaby się o awans.

    J jak Joonas Kylmaekorpi. Przed sezonem zapowiadał, że jest w stanie zdobywać w każdym meczu po 12 pkt. W pierwszym spotkaniu wywalczył... trzy, i to tylko na kolegach z zespołu. Fin chyba trochę zlekceważył naszą ligę, szczególnie, że za granicą radził sobie dobrze. Później zlekceważył kontuzję obojczyka. Na szczęście zajęli się nim lekarze z Gorzowa. Joonasa, podobnie jak Ruuda, zobaczymy w Stali w przyszłym roku.

    K jak Kimikadze, czyli Kim Jansson. Przydomek nadał mu Kylmaekorpi po jednej z jego akcji na torze. Jednak ci, którzy sądzili, że Jansson to jeździec dość egzotyczny, pewnie zmienili zdanie. Zanotował świetny występ w Ostrowie i kilka udanych biegów w pozostałych meczach. Szkoda, że był mało regularny. Potrafił wygrać bieg z najlepszymi, by po chwili przegrać z najsłabszymi.

    Ł jak Łukaszewski Jarosław. Startował mało, a jak już dostawał szanse, nie zawsze je wykorzystywał. Jednak trzeba przyznać, że nie brakowało mu kłopotów sprzętowych. Kierownictwo klubu liczyło, że będzie jednym z liderów. Był nim trzy razy: w meczu z KSŻ-em Krosno (10 pkt.), GTŻ-em Grudziądz (10) i w Gnieźnie na zakończenie sezonu (11). Dobrze sobie za to radził w pierwszej lidze szwedzkiej.

    M jak mistrzostwa Polski par klubowych, półfinał w Gorzowie. Zawody skończyły się niesmakiem. Przed ostatnim biegiem, w którym miały się spotkać pary z Rybnika i Ostrowa, klasyfikacja była następująca. Gorzów - 19 pkt., Rybnik - 18, Ostrów - 16. Do finału przechodziły dwie najlepsze ekipy, więc wynik 4:2 dla Intaru Lazuru dawał awans im oraz RKM-owi. I tak było na mecie...

    N jak Niklas Klingberg. Szwed w moim alfabecie mógł się też znaleźć pod literką "F" i hasłem "Fair play". Jeździł bardzo koleżeńsko, jak na warunki żużlowe aż za bardzo. Przez to tracił dobre pozycje, wywalczone na starcie. Charakteryzowało go też to, że miał świetny początek spotkania i słabą końcówkę. Lecz mimo to, sezon w barwach Stali powinniśmy zapisać mu na plus.

    O jak optymizm. Zimowe przerwy w pierwszoligowej historii Stali były zawsze podobne. Sponsor pojawiał się zazwyczaj w momencie, kiedy prawie wszystkie karty na żużlowym rynku były rozdane. Dlatego trudno było w Gorzowie skompletować naprawdę silny skład. Teraz może się to zmienić. Na horyzoncie jest poważny partner, który może pomóc w powrocie do ekstraklasy. Wszystko ma się wyjaśnić 27 października.

    P jak Paluch Piotr. - Prawdziwego mężczyzny nie poznaje się po tym, jak zaczyna tylko jak kończy - powiedział kiedyś jeden z naszych premierów. Te słowa, wielokrotnie już cytowane, świetnie pasują do postawy kapitana Stali. "Bolo" miał fatalny początek sezonu, ale jak zaczął więcej startować w ligach duńskiej i szwedzkiej, odzyskał formę. W końcówce rozgrywek był prawdziwym liderem zespołu.

    R jak Rajkowski Michał. Stał się ofiarą przepisu, który miał być zbawieniem dla zawodników kończących wiek juniora. Chodzi o starty pod nr 8 i 16 żużlowców do lat 23. Występy z pozycji rezerwowego, kiedy wyjeżdża się dwa lub trzy razy na szybko zmieniający się tor, do łatwych nie należą. Michał poczuł to na własnej skórze.

    S jak Sławomir Dąbrowski. Podobnie jak "Brzózka" przez dłuższy czas w tym sezonie zmagał się z kontuzjami. - Charakter zawodnika kształtuje tylko liga - mawia Stanisław Chomski. A "Benio" występował w kratkę, bo nie do wygryzienia był Andrzej Głuchy. Dlatego Sławek zamieniał się w składzie z Kamilem. Zabrzmi to przewrotnie, ale dobra dyspozycja kolegi, nie pomogła tej dwójce.

    U jak upadki. W naszym zespole było ich aż za dużo. Skończyło się tym, że trener Chomski na ostatnim meczu w Gnieźnie miał zaledwie czterech zdrowych zawodników. Z etatowych żużlowców praktycznie tylko Palucha ominął pech. Jednak kapitan nie miał szczęścia za kółkiem. Przed meczem derbowym z ZKŻ-em Kronopolem w rundzie zasadniczej, wariat drogowy zniszczył jego busa. Na szczęście zawodnikowi nic się nie stało.

    W jak Wasilewski Andrzej. Nasz ortopeda i jego zespół z Dekerta miał w tym sezonie mnóstwo pracy. Podobnie jak fizjoterapeuta Jerzy Buczak. Gdyby nie doktor Wasilewski, nie wiadomo jak zakończyłby się sezon dla Kylmaekorpiego. Fin trafił do gorzowskiego szpitala przed pierwszym meczem derbowym przy Śląskiej. Nie było szans, aby postawić go na nogi na spotkanie z ZKŻ-em Kronopolem, ale Joonas w końcu wrócił do zdrowia.

    V jak VMS Elit Vetlanda. Szwedzka drużyna w tym sezonie była prawie filią Stali (lub odwrotnie). W barwach obu klubów startowali: Piotr Paluch, David Ruud i Thomas H. Jonasson. Do tego zawodnicy z Vetlandy trenowali gościnnie w Gorzowie. Nasz kapitan z VMS Elit zdobył mistrzostwo Szwecji. Zresztą już po raz drugi w swej karierze.

    Z jak zadyma. Niestety, część gorzowskich kibiców nie zawsze potrafiła się odpowiednio zachować. Na pierwszym meczu w Gnieźnie kilku z nich ukradło miejscowym flagę. Podczas prezentacji przebiegli z nią przez tor, a w sektorze doszło do przepychanek z ochroniarzami. W trakcie spotkania z Intarem Lazurem na tor poleciały butelki, a po drugim pojedynku z ZKŻ-em Kronopolem bili się z policjantami. Mamy nadzieję, że w przyszłym sezonie już się to nie powtórzy.

    Ż jak żółtodzioby. W tym roku licencję zdobyło dwóch chłopaków ze Stali: Mateusz Mikorski i Paweł Zmarzlik. Ten pierwszy zadebiutował nawet w lidze (0 pkt. w Gnieźnie), a w ostatnim czasie zaliczył serię turniejów młodzieżowych. Zmarzlik miał pecha, bo na treningu upadł i nabawiał się kontuzji nadgarstka. Na swoją szansę będzie musiał poczekać do wiosny.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo