Opłaca się wozić z gór

    Opłaca się wozić z gór

    LESZEK KALINOWSKI 0 68 324 88 74 lkalinowski@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    W tym roku grzyby są tam, gdzie nie ma skupów. Tymczasem nasze muszą ratować się prawdziwkami z Karkonoszy. Bo umowy muszą być dotrzymane.
    Państwo Kazimiera i Piotr Trzebni z Żytowania koło Gubina prowadzą skup runa leśnego. Ale kolejek nie ma. Choć wydawało się, że będzie to udany sezon. Po sierpniowych deszczach ruch w interesie zrobił się, ale tylko na chwile. Teraz rzadko ktoś tu zagląda z siatką pełną grzybów. A rok temu ludzie musieli po sześć godzin stać w ogonku, by sprzedać borowiki, kurki i inne. Wysyp był tak duży, że zbierali wszyscy, łącznie z Niemcami, u których skupów nie ma. Przejeżdżali granicę i w Żytowaniu sprzedawali grzyby.

    Były dni, kiedy dziennie tir wywoził stąd 18 ton grzybów.

    Opłaca się wozić z gór

    Teraz w pomieszczeniach widać kilkanaście worków suchych prawdziwków. Trochę leży ich także w koszach. I w chłodni, skąd świeże grzyby w ciągu 48 godzin wędrują na stoły zagranicznych klientów.

    - Jadą do wielkopolskiej firmy Waldemara Bierbasza, który zajmuje się ich dystrybucją. Potem jedzą je Szwajcarzy, Holendrzy w najlepszych restauracjach - dodają właściciele skupu z dwoma chłodniami i suszarnią na 1,5 tony.

    Do Żytowaniu zwykle trafiały grzyby z okolic Gubina, Krosna, Rzepina. W tym roku jest inaczej - przywożą je mieszkańcy Karkonoszy, gdzie do tej pory prawdziwków nie było wiele. Teraz jest wysyp. Ale nie ma skupów. Więc co sprytniejsi zbierają grzyby po wsiach, wiozą do Żytowania i sprzedają. Bo się opłaca.

    Dorabiają w lesie

    - Sami też jeździmy po grzyby w góry. I po jagody. U nas klęska była - opowiada P. Trzebny. - Od Świeradowa Zdroju na wschód można spotkać całe obozowiska zbieraczy. I to w dodatku maszynkami robią, chociaż nie wolno. Rekordzista 180 kg zebrał w ciągu dnia.

    Duże jagody do połowy listopada jeszcze można zbierać. Po czeskiej stronie nie wolno. Pilnują ostro, nawet z kamerami zamontowanymi na masztach. W Polsce nikt nie pilnuje, wiadomo bieda - ludzie z czegoś muszą żyć.

    - Może w październiku jeszcze będą grzyby - myśli Kazimiera Trzebna. - Wtedy mieszkańcy będą mogli sobie dorobić. W ub.r. po 700 zł im wypłacaliśmy.

    Pięć lat temu grzybiarze i jagodziarze zarobili u nich 5,5 mln zł. Na pobicie tego rekordu szans już nie ma. Ale na podreperowanie domowego budżetu jak najbardziej.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo