Obietnice bez pokrycia

    Obietnice bez pokrycia

    BEATA BIELECKA 0 95 758 07 61 bbielecka@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    - Wpłaciłam 600 zł zaliczki, ale okien nie mam - żali się Kazimiera Nowak z Czarnowa. Za to bank zażądał od niej spłaty kredytu, który w jej imieniu wziął producent okien. Sprawę bada prokuratura.
    W lipcu do pani Kazimiery zapukał Jan Zawodziński pracownik słubickiej firmy PHU MIX. - Jeździł od domu do domu, proponując ludziom okna - opowiada kobieta. Skusiły ją promocyjne ceny. Za osiem okien miała zapłacić 5,4 tys. zł. Zdecydowała się kupić je na raty. Wpłaciła zaliczkę, a kilka dni później w jej domu pojawił się z umową kredytową Janusz Lach, współwłaściciel firmy.

    Obietnice bez pokrycia

    - Podpisałam dokumenty, ale ich nie dostałam, bo pan Lach stwierdził, że musi je uzupełnić i na drugi dzień mi je przywiezie - wspomina kobieta.
    Nie przywiózł. Firma nie wywiązała się też z umowy. Za to bank przysłał klientce książeczkę z ratami. Miesięcznie miała płacić ponad 250 zł. Napisała odwołanie. - Bank nie dał mi żadnej umowy, więc nie może żądać spłat kredytu. Napisałam im, że wszelkie próby dochodzenia wobec mnie wierzytelności będę traktowała jako współudział w wyłudzeniu - tłumaczy kobieta. W zdecydowany sposób zaczęła też domagać się wstawienia okien. Nie ukrywała, że zamierza zawiadomić prokuraturę. Firma się przestraszyła. - Przyjechali do mnie nawet przedstawiciele innej firmy, znajomi pana Lacha, twierdząc, że oni wstawią mi okna, a nawet dołożą za darmo parapety. Ale to były tylko słowa - mówi pani Kazimiera.

    Ogłosili upadłość

    Jest ona prawdopodobnie jedną z pięciu oszukanych przez firmę klientek. Dwie osoby złożyły już w prokuraturze rejonowej w Słubicach doniesienia. - Wygląda to na klasyczne oszustwo. Klienci podpisują umowę kredytową, ale towaru nie dostają, a jedynie raty do zapłacenia - mówi prokurator Wojciech Kwiek. Jeżeli prokuratura uzna winę firmy, jej właścicielowi może grozić od sześciu do ośmiu lat więzienia.
    - Nikogo nie oszukałem. Straciłem tylko płynność finansową i stąd kłopoty z dotrzymaniem terminów - tłumaczy J. Lach. Deklaruje, że może okna wstawić w każdej chwili. Przyznaje jednak, że firma ogłosiła upadłość. - Wszystko przez to, że jedna z klientek zadzwoniła z pretensjami do banku i wstrzymano mi płatności. Nie jestem złodziejem, ale różne sytuacje w życiu się zdarzają - dodaje.
    Pokrzywdzony czuje się też były pracownik firmy J. Zawodziński z Zielonej Góry. - Jak tylko zorientowałem się, co się dzieje, zwolniłem się - mówi. To on brał zaliczki od klientów, a potem przekazywał J. Lachowi. - Ja jestem tylko akwizytatorem. Przez tę całą sprawę straciłem zaufanie ludzi na tym terenie - żali się mężczyzna.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo