Zwinęli auto

    DARIUSZ DUTKIEWICZ

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    - Walczymy na drodze prawnej o zwrot naszego samochodu - mówią Ilona i Czesław Kalbarczykowie. - Czasami po prostu brakuje już sił, ale chcemy, żeby

    - Walczymy na drodze prawnej o zwrot naszego samochodu - mówią Ilona i Czesław Kalbarczykowie. - Czasami po prostu brakuje już sił, ale chcemy, żeby sprawiedliwości stało się zadość. ©DARIUSZ BROŻEK

    Ofiary torzymskiego gangu odbierają ostatnio głuche telefony. Jeden z podejrzanych wyszedł właśnie z aresztu. - Nie wiem, dlaczego został zwolniony - dziwi się prokurator.
    - Walczymy na drodze prawnej o zwrot naszego samochodu - mówią Ilona i Czesław Kalbarczykowie. - Czasami po prostu brakuje już sił, ale chcemy, żeby

    - Walczymy na drodze prawnej o zwrot naszego samochodu - mówią Ilona i Czesław Kalbarczykowie. - Czasami po prostu brakuje już sił, ale chcemy, żeby sprawiedliwości stało się zadość. ©DARIUSZ BROŻEK

    Berlińska policja aresztowała poszukiwanego międzynarodowym listem gończym Piotra P., domniemanego szefa grupy przestępczej, która przez kilka ostatnich lat terroryzowała Torzym (pow. sulęciński). Oskarżony jest m.in. o podpalenia, kradzieże aut, zastraszanie świadków. Tymczasem 19 lipca br. z aresztu w Międzyrzeczu wyszedł uważany za jego prawą rękę Sylwester K.

    Zwinęli auto

    Kłopoty rodziny Kalbarczyków z Kosobudza (pow.
    świebodziński) rozpoczęły w marcu 2001 r. kiedy to ukradziono im dostawczego volkwagena. W komendzie policji w Świebodzinie właścicielka rozpoznała na zdjęciu mężczyzne, który siedział w kabinie odjeżdżającego spod sklepu samochodu. Według niej był to Sylwester K.
    Kalbarczykowie otrzymali propozycję wykupu auta. - Miało to kosztować 3 tysiące euro - mówi Czesław Kalbarczyk. - Nie zgodziliśmy się, choć samochód nie był ubezpieczony. Stwierdziliśmy, że nie będziemy płacili złodziejom.

    Włoskie piosenki

    Sylwester K. i Piotr P. zostali zatrzymani w mieszkaniu tego drugiego w Torzymiu. Policjanci znaleźli przy nich m.in. płytę kompaktową z włoskimi piosenkami na walentynki, która należała do I. Kalbarczyk. Wkrótce jednak Sąd Rejonowy w Świebodzinie podjął decyzję o zwolnieniu ich z aresztu. Mężczyźni zniknęli.
    W końcu Sylwester K. został zatrzymany na polsko-niemieckiej granicy, gdy próbował ją przejechać w... bagażniku samochodu. Później Piotr P. na podstawie międzynarodowego listu gończego został schwytany w Berlinie. Po przekazaniu go stronie polskiej znalazł się w areszcie. Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie zarzuca mu nie tylko kradzież samochodu Kalbarczyków, ale również inne przestępstwa, których ofiarami byli głównie mieszkańcy gminy Torzym.
    Wcześniej za kratkami znaleźli się inni członkowie grupy.

    Zwolniony po karze

    Volkswagen Kalbarczyków odnalazł się po roku w Niemczech. Policja zatrzymała auto podczas rutynowej kontroli na granicy niemiecko-austriackiej. Bus trafił na policyjny parking w Passau. Polscy właściciele mogą auto odzyskać, jeśli wytoczą proces z powództwa cywilnego. Kalbarczykowie wynajęli więc niemieckiego adwokata. Jego usługi kosztowały ich już 2 tys. euro. Sprawa ciągnie się od roku.
    Tymczasem w drugiej połowie lipca br. w Torzymiu pojawił się Sylwester K. - Poinformowano mnie, że widziano go na wolności, więc zadzwoniłam do Sądu Rejonowego w Sulęcinie, ale tam pracownice też były zaskoczone - mówi prokurator rejonowy w Świebodzinie Jolanta Balawander, prowadząca sprawę kradzieży auta Kalbarczyków. - W Sulęcinie czekały nakazy doprowadzenia Sylwestra K. do sądu. Dlaczego został zwolniony, nie wiem.
    Jak dowiedzieliśmy się w areszcie śledczym w Międzyrzeczu, 19 lipca Sylwester K. został zwolniony po odbyciu kolejnej kary pozbawienia wolności. - Znamy pana Sylwestra, bo należy do naszych stałych, nazwijmy to, pracodawców - mówi pracownik aresztu. - Z tego co wiem, toczą się przeciw niemu także inne postępowania.

    Rodzina zagrożona

    W ostatnich dniach Kalbarczykowie zaczęli odbierać tzw. głuche telefony. - Było ich kilka - mówi ojciec rodziny. - Podnosi się słuchawkę i głucha cisza. Żona i dzieci czują się zagrożone.
    Jednym z mieszkańców Torzymia, którzy doskonale znają metody działania tutejszych chłopców z ferajny, jest Krzysztof Zakrzewski. Kilka lat temu za to, że śmiał przeciwstawić się gangsterom, spalono mu samochód. - Dopiero teraz z zeznań jednego z członków gangu dowiedziałem się, że Piotr P. chciał załatwić granaty, żeby wysadzić w powietrze mój sklep - mówi Zakrzewski. - Trzymam kciuki za Kalbarczyków, bo rozumiem, jak się mogą czuć.
    I. Kalbarczyk twierdzi, że ostatnio jeden z jej znajomych widział Sylwestra K. Ponoć jeździł takim samym busem, jak ten skradziony.

    Dekoder alarmowy

    W samym Torzymiu po rozbiciu gangu zrobiło się spokojniej. Nie płoną już samochody. - To tylko pozory - uważa Zakrzewski. - Po prostu przestępcy się przebranżowili.
    Na torzymskim rynku kilku nastolatków przesiaduje na ławce i bawi się dekoderem. Takim do łamania alarmów samochodowych. Otwierają i zamykają drzwi parkujących na placu aut. Ot, taka zabawa.

    Czytaj także

      Komentarze

      Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      GazetaLubuska.pl poleca:

      Wideo

      Gry On Line - Zagraj Reklama