Czy mieszkanie w wielkiej płycie jest bezpieczne?

Dodano: 14 lutego 2011, 13:45 Autor:

Kiedyś mieszkanie w wieżowcu z wielkiej płyty to był prestiż. A dziś? Teresa Klamka przygląda się uważnie blokowi: - Zastanawiam się, ile jeszcze wytrzyma. Po sąsiedzku mam akademik, któremu ściągnięto trzy piętra, bo groził zawaleniem.
Andrzej Suchocki z Zielonej Góry, 14 lat w wielkiej płycie, o bezpieczeństwo się nie obawia. Bardziej martwi go zimno i wiatr, który szaleje na wyższych kondygnacjach.

Andrzej Suchocki z Zielonej Góry, 14 lat w wielkiej płycie, o bezpieczeństwo się nie obawia. Bardziej martwi go zimno i wiatr, który szaleje na wyższych kondygnacjach. (fot. fot. Mariusz Kapała)

Obawy i jednocześnie krytyka wieżowców z wielkiej płyty pojawiają się systematycznie od upadku komuny. Ostatnio rozgorzała o nich dyskusja na naszym portalu społecznościowym Moje Miasto Zielona Góra. Dziennikarz obywatelski Pintaliano skomentował: - Na starówce też domy się walą, ludzie w nich mieszkają, a problemy powoli władza rozwiązuje.
Postanowiliśmy sprawdzić, jak jest. Rozmawialiśmy z mieszkańcami, fachowcami, szefami spółdzielni w obu lubuskich stolicach.
Teresa Klamka z os. Przyjaźni w Zielonej Górze przygląda się uważnie swojemu blokowi: - Zastanawiam się, ile jeszcze wytrzyma. Po sąsiedzku mam akademik Wcześniak, któremu ściągnięto trzy piętra, bo groził zawaleniem. Podobnie może być z naszymi wieżowcami. Mają już swoje lata...
Andrzej Suchocki (14 lat w wielkiej płycie) o bezpieczeństwo się nie obawia. Bardziej martwi go zimno i wiatr, który szaleje na wyższych kondygnacjach. Wiesławę Ratajczak (30 lat w wieżowcu) cieszy wyremontowana klatka i wymienione okna. To skąd narzekania?

Profesor uspokaja

Po raz pierwszy totalna krytyka spotkała bloki z wielkiej płyty w latach 90. - Rozebrać, wyburzyć, żeby ślad po nich nie został - słychać było głosy ekspertów budowlanych w wielu miastach. Tylko jak to zrobić, gdy spośród ponad 11 mln mieszkań, przeszło 3,5 mln to właśnie bloki z wielkiej płyty. Licząc, że w każdym z lokali są trzy osoby, nowy dach nad głową trzeba by znaleźć dla 10 mln ludzi. Gdy emocje opadły, a do głosu doszły badania i ekspertyzy, oceny wielkiej płyty nie były już takie ostre.
- W poprzednim ustroju określano, że to są bloki tymczasowe, budowane na 75 lat - opowiada prof. dr hab. Tadeusz Biliński z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Przypomina jednak: w 1978 r. wybudowano 273 tys. mieszkań, teraz powstaje ich 120-160 tys. rocznie. To był sposób na mieszkaniowy deficyt. Dzięki wielkiej płycie, udało się wyprowadzić ludzi z piwnic i strychów. Po latach bloki przestały już nas cieszyć. Ale to normalne. Zmieniamy samochody, ubrania... Moda na mieszkania też się zmienia. Nikt np. nie chce dziś mieć wspólnej toalety na korytarzu. Współczesnym lokatorom rozwiązania w blokach nie odpowiadają.

- Ostatnie raporty Komitetu Zagospodarowania Przestrzeni PAN potwierdzają, że tamte lata nie były takie złe. To teraz niszczymy obraz różnymi dobudówkami - zauważa profesor. I uspokaja (nie tylko panią Teresę zmartwioną akademikiem Wcześniak): - W żadnym wypadku zdjęcie trzech pięter nie wynikało ze złego stanu konstrukcji czy połączeń. Powodem było to, że ktoś zlikwidował ścianę nośną na dole budynku, który zaczął pękać.
Profesor wylicza: - Trwałość elementów wielkiej płyty ocenia się na 120 lat, połączeń między nimi na 70-90 lat, a wieńców żelbetowych na 150 lat. Pod warunkiem, że bloki stawiano zgodnie ze sztuką budowlaną.
Gdy w jednym z wieżowców w Gdańsku wybuchł gaz, budynek lekko się podniósł i siadł z powrotem - dzięki dobrze połączonym elementom. Gdyby to był tradycyjny budynek, pewnie połowa by się rozleciała. - U nas problemem może być nierównomierne osiadanie obiektów, bo stawiane były na pokopalnianych terenach - podkreśla Biliński. - Stąd też mogą występować przypadki zarysowań. Zaniepokojeni mieszkańcy wtedy biją na alarm, sam uczestniczę w takich przeglądach. Często są to delikatne rysy działowe. Nie zagrażają bezpieczeństwu lokatorów.

O blok trzeba dbać

W Gorzowie w wieżowcach z wielkiej płyty mieszkają tysiące ludzi, najwięcej na os. Staszica i Górczynie. Prezes tej drugiej spółdzielni Tadeusz Piotrowicz nie obawia się o trwałość konstrukcji bloków.
- To bardzo sztywne budynki, naprawdę robione w trwałej technologii. Po wielkiej powodzi w 1997 roku byłem we Wrocławiu, gdzie niektóre wieżowce zalało do drugiego piętra włącznie. I wcale nie naruszyło to ich stanu. A nowe domy z cegieł i pustaków trzeba było rozbierać - mówi Piotrowicz. Zapewnia, że obiekty przechodzą coroczne kontrole i do tej pory żaden nie budzi niepokoju.
Najstarsze wysokościowce w mieście należą do Gorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zostały postawione w 1968 r., czyli mają ponad 40 lat. I co? - I nic. Stoją, są w dobrej formie. Owszem, wymieniamy w nich instalacje, remontujemy, ale konstrukcja jest w porządku - zapewnia szef spółdzielni Kazimierz Czajka. Niepokój był w latach 90., gdy na ławie fundamentowej budynku przy ul. Gwiaździstej znaleziono mikroskopijne zarysowania. Ale do dziś nie powiększyły się one ani o milimetr.

Prezes Zielonogórskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Henryk Skrzypczak też jest spokojny.
- Obecnie nie ma potrzeby, by zakładać dodatkowe zabezpieczenia. Budynki są stabilne i nic im nie grozi - podkreśla. - Dawniej osiadały, bo na ogół źle odprowadzano wody gruntowe. Rury nie były odpowiednio podłączane. Teraz co pięć lat robimy przeglądy i zawsze jest dobrze. Ekspertyzy nic złego nie wykazują. Zajmujemy się teraz ocieplaniem wieżowców.
Sylwia Tasarek z Zielonej Góry nie narzeka na wielką płytę. - Dobrze się w niej mieszka. Po prostu trzeba umieć cieszyć się życiem - stwierdza.
Nie znaczy to jednak, że bloki z wielkiej płyty nie wymagają kapitalnych remontów. Co pięć lat trzeba przeprowadzać ich pełną kontrolę. - To tak, jak z samochodem, konieczne są przeglądy, wymiana części - porównuje Biliński.
Teraz np. w Lubinie przeprowadzają akcję wymiany balkonów, bo one bywają przeciążone i są za małe. Na fundusz remontowy powinniśmy przeznaczać 1,4 proc. wartości budynku. Tymczasem u nas wynosi on 0,5 proc. Nie modernizując na bieżąco bloków, może okazać się, że potem będzie za późno...

Przeczytaj kolejny artykułzamknij okno X

Ukłucie igły było jak ukąszenie komara

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt w/s prenumeraty »

Zadzwoń 0 800 16 00 16 lub 68 324 30 66

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Gazeta Lubuska jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.gazetalubuska.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne Sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.