Piątek 10.09.2010 | Pogoda

gazetalubuska.pl » Region » Gorzów Wlkp.

dodano: 27 lipca 2010, 7:15

tagi:112policjapolicjancipomocpomoc umierającemuStraż Miejskaumierający

- Strażniczki miejskie i policjanci nie chcieli pomóc umierającemu na ulicy człowiekowi! - zaalarmowali nas gorzowianie

Krzysztof Korsak, 95 722 57 72, kkorsak@gazetalubuska.pl

- To skandal! - zaalarmowali nas gorzowianie Monika Błaszyk i Łukasz Kulbacki. Służby mają na ten temat odmienne zdanie.

- Jak można nie pomóc umierającemu? Zachowanie straży miejskiej i policji to skandal! - mówią Monika i Jacek Błaszyk, Łukasz Kulbacki oraz Krzysztof Godlejewski.

- Jak można nie pomóc umierającemu? Zachowanie straży miejskiej i policji to skandal! - mówią Monika i Jacek Błaszyk, Łukasz Kulbacki oraz Krzysztof Godlejewski.

(fot. Kazimierz Ligocki)

Lubuska 24

Ten artykuł powstał dzięki naszemu czytelnikowi.
Chcesz wysłać do nas artykuł?
Sprawdź jak to zrobić

Piątek, ok. 22.00, na bulwarze trwa w najlepsze impreza Moto Racing Show. Ulicą Młyńską wracali z niej Monika i Jacek Błaszyk z kolegą Łukaszem Kulbackim.
- Przed nam przewrócił się człowiek i uderzył głową w chodnik. Było słychać huk, z głowy tryskała mu krew... - opowiadają.

Pan Łukasz szybko wystukał na komórce 112. Niestety nie mógł się dodzwonić. Postanowił pobiec do stojących kilkadziesiąt metrów dalej dwóch strażniczek miejskich, które kierowały ruchem.

Dzwonisz na 112 lub 997? Zaczekaj na połączenie

- Poprosiłem, żeby pomogły człowiekowi, bo umiera na ulicy. Odpowiedziały, że są zajęte. Poprosiłem o telefon na pogotowie. Usłyszałem, że mają inne zadania. Dodały, że jestem p... i żebym sobie poszedł, bo przeszkadzam. Wtedy się wkurzyłem i im odpowiedziałem: "Same jesteście p... Tam człowiek umiera, a wy mnie tu straszycie policją” - denerwuje się mężczyzna.

Wrócił do krwawiącego. Do akcji ratunkowej włączył się jeszcze jeden mężczyzna. Zadzwonił po pogotowie. Państwo Monika, Jacek i Łukasz czekali przy mężczyźnie.

- Zobaczyliśmy przejeżdżający radiowóz. Zatrzymaliśmy go i poprosiliśmy o pomoc przy umierającym człowieku. Policjanci powiedzieli, że przyjechali w innej sprawie i podjechali do strażniczek. Za chwilę wrócili i odciągnęli Łukasza od rannego. Prosiłam, żeby pomogli, ale oni zabrali Łukasza na komendę razem ze strażniczkami - opowiada pani Monika. I dodaje: - Tyle mówią, żeby pomagać, żeby nie przechodzić obojętnie. Myślałem, że mogę podejść do funkcjonariusza i poprosić o pomoc - mówi pani Monika.

Terror w sercu Gubina. W szpitalu zmarł skatowany przez nastolatków mężczyzna.

Zdumiony jest też pan Łukasz. Owszem, w piątek wieczorem miał 1,5 promila alkoholu we krwi...
- Czyli jak jestem po alkoholu, to mam nie pomagać? Przecież ja nie szukałem zadymy. Zobaczyłem krwawiącego człowieka i naturalnym odruchem była chęć pomocy. A jak zobaczyłem znieczulicę strażniczek, to się wkurzyłem... - mówi.

Skontaktowaliśmy się z jedną ze strażniczek miejskich. Stwierdziła, że nie może się na ten temat wypowiadać. Druga nie odbierała telefonu. Komendant i zastępca straży miejskiej byli na urlopie. Skontaktowaliśmy się więc z Jolantą Cieślą, rzeczniczką Urzędu Miasta.


- Strażniczki dostały polecenie kierowania ruchem. Podszedł do nich jakiś człowiek i mówił im, żeby szły gdzieś tam, bo tam leży człowiek i krwawi. Powiedziały mu, że zadzwonią w tej sprawie na policję. Strażniczki twierdzą, że ten człowiek był agresywny - wyjaśnia.

Pytamy J.Cieślę, czy strażniczki nie powinny ratować ludzkiego życia. - Nie mogły odejść z miejsca, w którym miały postawione zadania - usłyszeliśmy.

Justyna Migdalska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie tłumaczy, że patrol został wezwany na interwencję, bo obrażono strażniczki miejskie. Dodaje, że na miejscu patrol rozeznał się w sytuacji, zatrzymał Łukasza Kulbackiego, podjechał do rannego człowieka i zadzwonił po pogotowie.

- Ranny mężczyzna nie chciał pomocy. Mimo to policjanci oddali go pod opiekę karetki - tłumaczy J. Migdalska. Sławomir Konieczny, rzecznik prasowy KWP, dodaje, że policja sprawdzi, czy zdarzenie nagrała pobliska kamera.

Sceny jak z gangsterskiego filmu w Drezdenku. Bandyci porwali z ulicy młodego chłopaka!

Z bohaterami tych wydarzeń rozmawialiśmy wczoraj na ul. Młyńskiej. Nagle podszedł do nas mężczyzna, którego ratowali. To Jan Kwiatkowski. Pokazał nam ranę na głowie i uścisnął dłoń pana Łukasza.

- Dziękuję z całego serca. Uratował mi pan życie. Jestem po dwóch zawałach, mam zapchane aorty. Gdyby nie pan, to pewnie byśmy dzisiaj nie rozmawiali - mówi. Dodaje, że w czasie upadku był trzeźwy, a policja nawet z nim nie rozmawiała.

Teraz możesz czytać "Gazetę Lubuską” przez internet już od godziny 4.00 rano.
Kliknij tutaj, by przejść na stronę e-lubuska.pl




Moto

Znajdź:

Praca

Praca:

Inne

Sonda