Serwis jest częścią portalu portal regionalny

turystyka » Lubuskie

dodano: 28 sierpnia 2009, 0:10

tagi:atomowyschrontechnikaWędrzynzabytki

Szlakiem zabytków techniki. Schrony atomowe w okolicach Wędrzyna

Tomasz Czyżniewski, 0 68 324 88 34, tczyzniewski@gazetalubuska.pl

Dawna radziecka baza atomowa stoi przed turystą otworem. Niewielkim, bo z trudem przepchałem się przez zasypane ziemią wejście do podziemnego schronu. Z bazy zostały tylko resztki.

Do magazynu typu Granit można było wejść z dwóch stron

Do magazynu typu Granit można było wejść z dwóch stron

(fot. Krzysztof Kubasiewicz)

Magazyn zabezpieczały potężne pancerne wrota

Magazyn zabezpieczały potężne pancerne wrota

(ze zbiorów Roberta Jurgi)

Ponieważ baza ukryta jest w lesie na skraju wędrzyńskiego poligonu, umówmy się, że chodzi o rejon Wędrzyna. Można też mówić o Templewie (wymienianym w dokumentach wojskowych).

My jedziemy od strony Łagowa przez Sieniawę. Dojeżdżamy do niewielkiej plaży nad pięknym jeziorem Buszno (po lewej stronie szosy). Przed nami jeszcze 900 metrów i musimy skręcić w prawo na drogę wykładaną jasnym granitem, a później betonowymi płytami.
Jesteśmy na miejscu. Podobno to baza rakietowa wojsk radzieckich. Podobno z wystrzelonych stąd pocisków można było zniszczyć ładny kawałek Europy. Świadczyć ma o tym wielki bunkier-przejazd w zboczu. Podobno to w nim ukrywała się wyrzutnia rakietowa gotowa w każdej chwili do odpalenia.

- Nie zgadzam się z tą teorią - twierdzi Robert Jurga, nasz ekspert, znawca fortyfikacji. - To schron na artyleryjską amunicję atomową typu Granit. Do haubic. Po co przy wyrzutni są rampy załadowcze, które uniemożliwiają wyjazd?

Atom, częściowo bez tajemnic

Cofnijmy się o ponad 40 lat. Był luty 1965 r. - Wykonać zadanie - zarządził gen. armii Paweł Batow, szef Sztabu Generalnego Armii Radzieckiej. Towarzyszył mu gen. bryg. Tadeusz Hupałowski. Rozpoczęły się wielkie ćwiczenia. Wojskowi chcieli sprawdzić, jak w warunkach wojennych można szybko i sprawnie przerzucić broń atomową z ZSRR do zachodniej Polski, gdzie stacjonowały jednostki uderzeniowe. Wybrano cztery rozwiązania: lotnicze, morskie (przez port w Ustce), koleją przez Brześć do Bornego Sulimowa, a nawet samochodami. Ćwiczenia okazały się klapą. Zapadła decyzja: głowice atomowe muszą już wcześniej znajdować się na terenie Polski.

Jak wynika z odtajnionych przez MON dokumentów, które opublikował m.in. "Dziennik” 25 lutego 1967 roku zawarto w Moskwie formalne porozumienie międzyrządowe o "środkach podjętych w zakresie podwyższenia gotowości bojowej wojsk" podpisane przez ministra obrony PRL Mariana Spychalskiego i marszałka Andrieja Grieczko.
Porozumienie przewidywało, że w Polsce zostaną wybudowane trzy identyczne obiekty (w całej Europie kilkanaście), w których będzie przechowywana amunicja atomowa. W rejonie Białogardu, Wałcza i Węgrzyna. Inwestycję sfinansowali Polacy. Rosjanie je eksploatowali, ale głowice miały trafić do polskich jednostek. W Templewie powstał obiekt nr 3003, który był gotowy na początku 1970 r.

W sumie w Polsce w połowie lat 80. przechowywano w tych magazynach 178 ładunków jądrowych (po około 60 w każdym), z tego 14 głowic wielkiej mocy 500 kt (bomba zrzucona na Hiroszimę miała moc 15 kt).

Skład głowic

Chociaż bunkier Granit jest bardzo widowiskowy, to nie on był najważniejszy w pilnie strzeżonej bazie, otoczonej betonowym płotem i drugim z drutu kolczastego. - Najważniejsze były te dwa schrony, będące magazynami głowic atomowych - Jurga pokazuje na pagórek porośnięty drzewami. Widać kawałek betonowej ściany. Wejście zasypano ziemią, by osoby niepowołane nie wchodziły do bunkrów. Dla ich bezpieczeństwa. Jednak można dostać się do środka. Przeciskamy się przez wąski otwór. UWAGA! To niebezpieczne miejsce. Za drugim pancernym wejściem jest kilkumetrowa przepaść. Bez latarek nie można tutaj wchodzić i trzeba zachować ostrożność.

Do bunkra prowadziły po dwie pary pancernych drzwi o grubości ok. 50 cm. Zostały rozkradzione. Kilka metrów od nich podłoga się urywa. Trzy-cztery metry poniżej zaczyna się poziom magazynowy. - W czterech halach z boku można było zmagazynować 60 głowic atomowych - tłumaczy Jurga. - Wywożono je do głównej hali i suwnicą transportowano do drzwi i dalej na rampy. Strasznie prymitywny sposób. Niemcy już podczas wojny stosowali windy amunicyjne, które były i bezpieczniejsze, i bardziej wydajne. Nie wiem jak szybko Rosjanie chcieli stąd przetransportować 60 głowic jedną suwnicą.

Czy mogły być tu przechowywane rakiety? Patrzymy na plan bunkra. Główny korytarz transportowy ma ok. 7 m szerokości. Hale dochodzą do niego pod kątem prostym. Pociski trzeba obrócić. A rakiety scud, którymi przenoszono głowice atomowe, miały ponad 10 m długości. Nie sposób manewrować nimi w ciasnym pomieszczeniu.

Słaba ochrona

W porównaniu z bunkrami pobliskiego MRU obiekt nie był mocno ufortyfikowany. Wokół bazy przeważają umocnienia polowe, rowy strzeleckie obłożone balami z drewna, proste bunkry na pojedyncze karabiny maszynowe.

- Naliczyłem 96 stanowisk polowych na bojowe wozy piechoty, ciężarówki transportowe i gaziki - wylicza Jurga. - To prymitywny system. I słabo maskowany. Szyby wentylacyjną są nad bunkrem, a powinny być wyprowadzone daleko od niego. Nie miało to wielkiej wartości bojowej.

I nie musiało. - To był magazyn głowic jądrowych na czas pokoju - tłumaczy mjr Krzysztof Gaj z dowództwa sił lądowych, który kiedyś służył w tym rejonie i z ciekawości badał m.in. radziecką bazę. - W przypadku konfliktu natychmiast amunicję rozwożono do jednostek i magazyny pustoszały. Nie było ich po co bronić, a tym bardziej atakować.

Rakiety gdzie indziej

- A ile wyrzutni ruchomych mogło być w samej bazie? - pytam.

- Ani jednej! To nie miało sensu - odpowiada mjr Gaj i tłumaczy: - Nie znam norm wojsk rakietowych, ale zasada jest taka - po ogłoszeniu alarmu wyrzutnia z uzbrojoną głowicą jedzie na wcześniej określone stanowisko. Pada rozkaz - strzelać. Rakieta startuje… a wyrzutnia natychmiast przenosi się w inne, też wcześniej wyznaczone miejsce. Bo przeciwnik już wie, gdzie jesteśmy i zaraz nas zaatakuje. I na pewno nie ustawiamy jej w pobliżu magazynów, bo przy kontruderzeniu przeciwnik może chybić o kilometr, dwa i nawet przypadkowo trafić w bazę.

To co robiono z głowicami? Według porozumienia o budowie magazynów miały też powstać specjalne jednostki rakietowe mogące wystrzelić również głowice atomowe. Dokument wymienia brygadę w Choszcznie.

Zdjęcia

więcej » |

Wideo

więcej » |

Sonda

Czy lubisz spędzać urlop jesienią?

wyniki głosowania
Liczba głosów: 78.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne sp. z o.o. 2001-2014