Społeczna Straż Rybacka: - Bójcie się kłusownicy

Dodano: 24 maja 2008, 0:10 Autor:

Rok temu grupka zapaleńców wskrzesiła Społeczną Straż Rybacką. Zorganizowali się za własne pieniądze.
Michał Futro-kierowca (od lewej), komendant i strażnik Krzysztof Futro omawiają trasę przejazdu

Michał Futro-kierowca (od lewej), komendant i strażnik Krzysztof Futro omawiają trasę przejazdu (fot. fot. Krzysztof Tomicz)

Przeczytaj więcej
Ruszamy w drogę! Przed patrolowaniem znakowanie samochodu. Napis "Straż rybacka” przykleja strażnik Krzysztof Futro.

Ruszamy w drogę! Przed patrolowaniem znakowanie samochodu. Napis „Straż rybacka” przykleja strażnik Krzysztof Futro. (fot. fot. Krzysztof Tomicz)

W poszukiwaniu kłusowników docierają tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa. - Krew nas zalewała, jak widzieliśmy cwaniaków, co przychodzą z siatkami czy prądem - mówią strażnicy.

Dla nich najważniejsze jest zapobieganie. Kłusownicy mają czuć ich oddech na plecach. - Przestępców szukamy sami albo dostajemy sygnały od wędkarzy. Jak kogoś złapiemy, najczęściej wzywamy policję, aby nie ryzykować swojego zdrowia. Kłusownicy mogą mieć broń - tłumaczą. Wszyscy społeczni strażnicy to zapaleni wędkarze. zaprosili nas na wspólny wypad.

Pies jak lew

Wyjazd zaplanowano w środku tygodnia o 11.00 z Gorzowa. Witają nas: strażnik Krzysztof Futro, jego syn - kierowca Michał Futro, a także trzeci członek załogi... Bady. Bady to dog niemiecki. A dokładniej: ponad 75-kilowy potwór, tyle że bardzo łagodny.

- Ale jakby kłusownik próbował nas dotknąć, to nie wiem, czy by przeżył, bo podobno psy tej rasy potrafią wygrać walkę z lwem - mówi pan Krzysztof. Póki co nie było potrzeby korzystania z jego zębów. - Raz jak zbliżaliśmy się do kłusownika, ten tak szybko uciekał, że zostawił cały sprzęt - śmieją się. - Ale jak spotkamy dziadka, co nie ma karty, to tylko go pogonimy i ostrzeżemy - dodają.

Wyruszamy samochodem terenowym (napęd na cztery koła, dwie i pół tony, podrasowany silnik o mocy 180 koni i pojemność 2,5 litra). - W czasie jazdy nocnej zabieramy noktowizor - mówią. Jedziemy w okolice Warty przy nowym moście. Jedna dziura, druga dziura, skaczemy w aucie jak na koniu. Łup! - Kolego, bo aż okulary spadły - tonuje syna ojciec. Bady siedzi niewzruszony z tyłu i nawet nie szczeknie.

Wjechaliśmy w błoto. Samochód nie może wyjechać. Zaczyna się szarpać. Potrzebna jest 30-kilowa kotwica. - Zaczepia się ją w ziemię, a lina wyciąga pojazd - tłumaczy Michał. Wkładanie kotwicy, wyjmowanie, przytrzymywanie. I tak po kilka razy. Za kółkiem siedzi Krzysztof, z kotwicą biega Michał. Zdjął bluzę, otarł pot. Pochylony samochód stoi kołami w Warcie. Wyrwało się przekleństwo. Niejedno.

- Dzwonimy po kolegę - pada decyzja. Pomoc zjawia się w 10 minut i jeden samochód wyciąga drugi. - O metr za daleko podjechaliśmy - podsumowują. Szyby i karoseria całe w błocie. - Po każdym wyjeździe trzeba go myć - tłumaczą. W ich robocie taka walka z samochodem to normalka.

Społeczna Straż Rybacka: - Bójcie się kłusownicy

(fot. fot. Krzysztod Tomicz)

Dzień dobry. Bierze coś?

Ruszamy dalej. Po drodze zabieramy komendanta Społecznej Straży Rybackiej z Sulęcina (ze względów bezpieczeństwa nie chce się przedstawiać do gazety).

Za oknem piękne widoki. Lasy, jeziora, ptaki. Szukamy wędkarzy. Jest pierwszy. - Dzień dobry. Bierze coś? Poproszę dokumenty - mówi komendant. - Kłusowników łapać, a nie nas - odzywają się koledzy wędkarza, po czym się ulatniają. - Widzicie, jak się boją? - pytają strażnicy.

Wjeżdżamy do rezerwatu Słońsk. Dojeżdżamy do momentu, gdzie widać tylko wodę, a po około 300 metrach pomost. O dziwo, wjeżdżamy w rozlewisko i jedziemy po betonie, który jest kilkadziesiąt centymetrów pod taflą wody. Kłusowników jednak nie widać.

Później patrolujemy jeziora. Strażnicy pokazują nam miejsce, gdzie ostatnio zdjęli kilkanaście kłusowniczych siatek. Spotykamy kolejnego wędkarza. - Tu była plaga kłusowników. Nawet w biały dzień się nie bali. A teraz jest znacznie lepiej - przekonuje Edward Pelczarski, wędkarz od 38 lat.

Po kilku godzinach wojaży wracamy do Gorzowa. Tym razem kłusowników nie złapaliśmy, ale w maju strażnicy wrócą tu jeszcze kilkanaście razy. - Jak widać, kłusowników coraz mniej - mówią.

Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
Najciekawsze artykuły
z Mediów Regionalnych
alarm24 Kliknij i wyślij nam swojego newsa!
Brak ankiety.

Kontakt z reklamą »

Kontakt z redakcją »

Kontakt z marketingiem »

Kontakt w/s prenumeraty »

Zadzwoń 0 800 16 00 16 lub 68 324 30 66

Napisz maila:

Jesteśmy też na:

Gazeta Lubuska jest częścią grupy Media Regionalne

Media Regionalne sp. z o.o. w Warszawie zastrzegają, iż rozpowszechnianie jakichkolwiek artykułów i materiałów zamieszczonych w portalu www.gazetalubuska.pl jest dozwolone wyłącznie z zachowaniem warunków korzystania z treści. Jakiekolwiek użycie treści wykraczające poza ww. warunki jest zabronione bez pisemnej zgody Mediów Regionalnych i nabycia licencji. Sprawdź, w jaki sposób możesz uzyskać licencję na wykorzystanie treści.

Naruszenie tych zasad jest łamaniem prawa i grozi odpowiedzialnością karną.

Polityka dotycząca plików cookie

Wszelkie prawa zastrzeżone. Media Regionalne Sp. z o.o. w Warszawie. 2001-2014.