Zdjęcie autora materiału

    Gazeta Lubuska

    Coraz więcej młodych Lubuszan zamiast bronić ojczyzny wyjeżdża za chlebem poza granice. Wojskowe komendy uzupełnień piszą wezwania na... Berdyczów.

    Wojskowi stwierdzili, że mają dość wypisywania wezwań do stawienia się do obowiązkowej służby wojskowej, na które nikt nie reaguje. Zwłaszcza że okazuje się, iż większość "dezerterów" nie stawia się ponieważ wyjechali poza granice naszego kraju.

    - Podczas każdej komisji poborowej tłumaczymy, że istnieje obowiązek meldowania nam każdego długotrwałego wyjazdu - mówi Waldemar Wrocławski szef zielonogórskiej WKU.

    Zdecydowana większość poborowych nie informuje jednak armii o swoich planach. Dlatego też wojskowi przystępują do bardziej rygorystycznego egzekwowania przepisów. Zostaje wysłany list polecony, który jest awizowany przez tydzień. Jeśli nie jest odbierany nazwisko jego adresata wędruje do prokuratury z dopiskiem, że jest podejrzany o uchylanie się od służby wojskowej.

    Za brak zgłoszenia wyjazdu lub wyjazd bez zezwolenia na czas dłuższy niż dwa miesiące grozi grzywna, kara ograniczenia wolności lub obie kary jednocześnie.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo