(tr)

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Pobudka przed 5.00. Potem przez cały dzień: dzwonią szklanki, trzęsą się ściany, kiwają lampy. - Idzie się przyzwyczaić... - mówią gorzowianie, którzy mieszkają przy torach tramwajowych.

    Sikorskiego 123, narożny blok po przekątnej katedry. Tutaj od 43 lat żyją Janina i Arkadiusz Waszyńscy. Okna mają dokładnie przy skrzyżowaniu. - Najgorsze są dwójki i trójki. Bo zakręcają i jest straszny pisk, gdy metal trze o metal. Do tego trzęsie budynkiem - mówią.

    I jak na życzenie po pokojach roznosi się dudnienie, a pod reporterem drży krzesło. Przejechała trójka. - My tak mamy po kilkadziesiąt razy dziennie - mówią z uśmiechem.

    Waszyńscy nawet z zatkanymi uszami wiedzą, kiedy jedzie tramwaj, bo tańczą im świeczki na telewizorze, a żyrandol (pięć szklanych kul) zaczyna dzwonić. Józefa Wawer, ich sąsiadka z góry, przejazd poznaje po kiwających się meblach. Pomimo tego jedno z łóżek ma przy samym oknie. - Bo my już się przyzwyczailiśmy do hałasu i bujania - mówi Dariusz Cieślak, wnuk pani Józefy.

    Podobne atrakcje mają też mieszkańcy ul. Chrobrego. - Obowiązkowa pobudka jest przed 5.00, gdy tramwaje rozjeżdżają się na pętle. Nie da się spać. Dzwonią szklanki, tańczą meble, wariuje żyrandol. Do tego kilkadziesiąt razy dziennie słyszę dzwonek, że drzwi tramwaju się zamykają - wylicza Luiza Mermela z Chrobrego 34 (na wprost kina Słońce).

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nasze akcje

    Wideo